wtorek, 20 maja 2014

ROZDZIAŁ PIERWSZY

- Nie dotykaj jej! – złapałem ojca za ramiona i odciągnąłem od płaczącej matki. Próbował się wyrwać, krzyczał. W końcu puściłem. Był ode mnie silniejszy oraz odpychał mnie mocny zapach alkoholu. Podbiegłem do mamy, uklęknąłem przy niej i zapytałem, co jej zrobił. Otworzyła usta, ale po chwili je zamknęła, jakby zapomniała, co ma powiedzieć. Uniosła głowę do góry, nagle zaczęła piszczeć. Odwróciłem się, a moja buzia przywitała się z pięścią ojca. Przez chwilę nie wiedziałem, co się działo, ale wstałem i oddałem mu cios. Zachwiał się, a po chwili dosłownie na mnie rzucił. Przewróciliśmy się na podłogę,  wtedy zaczął bić mnie po twarzy. Byłem tak bardzo zdenerwowany, że nad sobą nie panowałem. Odepchnąłem go mocno, poleciał na jakąś szafkę i uderzył się w nią głową. Miałem pewność, że straci przytomność na chwilę. Usiadłem i  westchnąłem. Patrzyłem na niego z pogardą. Kim trzeba być, żeby podnieść rękę na żonę i syna. No tak, moim ojcem; żałosnym człowiekiem. Już nie chodzi o mnie, a o mamę. Co ona mu zrobiła? Czemu tak nagle mu odbiło? Wcale nie jest mi go szkoda, nie żałuję swoich czynów i słów wobec niego. Karma.
   Poczułem kobiecą dłoń na ramieniu. Zamknąłem oczy i spuściłem głowę. Mama usiadła obok mnie, mocno przytuliła i wyszeptała do ucha, żebym uciekał.
- Nie, nie zostawię cię z nim. – odsunąłem się i popatrzyłem na nią. Oczy miała szeroko otwarte, źrenice wyraźnie zmniejszone, a policzki  mokre od łez. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
- Poradzę sobie. Zaufaj mi. – pocałowała mnie w czoło, wstała i poszła do innego pokoju.
   Siedziałem tak chwilę, myślałem. Z jednej strony chciałem się stąd wydostać, ale z drugiej nie mogłem zostawić tu matki. Samej. Jest zbyt słaba i ulega ojcu. Byłem rozdarty.  Kazała sobie zaufać, ale nie potrafiłem. Martwiłem się o nią, o tą całą sytuację. W końcu podniosłem się, ubrałem bluzę z kapturem, kurtkę, zabrałem gitarę, jakieś oszczędności i po prostu wyszedłem. Rzuciłem spojrzenie drzwiom, po czym skierowałem się ku wyjściu z klatki. Czułem, że to dobra decyzja.

***

   Wszedłem na posesję i dosłownie podbiegłem do drzwi. Zapukałem dość mocno. Natychmiast otworzył mój przyjaciel, Calum. Szeroko się uśmiechnął, ale po chwili na jego twarzy pojawił się szok. Nie wiedziałem co się dzieje, a więc zmarszczyłem brwi oraz zapytałem :
- Co jest?
- Co ci się stało w twarz? Napadł cię ktoś? Jakaś kobieta? Może to mocher był? Stado gołębi? – odparł po chwili Hood, wskazując na mnie. Na jego ustach błąkał się głupawy uśmieszek, który po chwili zniknął.
- Chyba stado kapturów.
  Przechylił głowę w lewo i wpuścił mnie do środka. Chyba wiedział, co się stało, ale po prostu nie był pewny. Kiedy weszliśmy opowiedziałem mu ostatnie zdarzenia.
- Czyli… co zamierzasz zrobić? – zapytał po chwili milczenia, po czym postukał dwoma palcami w podbródek.
- Pewnie ucieknę z miasta? Ale najpierw musisz mi pomóc ze zmienieniem fryzury.
- Nie jestem fryzjerem.
- Ale ja jestem. – wrednie się uśmiechnąłem, a po chwili dodałem – Po prostu udostępnij mi nożyczki, rękawiczki i łazienkę.
- Masz farbę? Plus nie wierzę, żebyś potrafił sam się obciąć. – parsknął śmiechem z niedowierzaniem, a po chwili zamilkł. Wiedział, że stać mnie na wszystko, do tego zawsze wiem, co robię.
- Daj mi najzwyklejsze nożyczki i głupie rękawiczki.
- Chodź. – pokręcił głową, po czym skierowaliśmy się do kuchni. Chłopak wyjął z szafki to, o co go prosiłem. Wziąłem od niego fanty, podziękowałem i wbiegłem na górę, do łazienki. Byłem u niego tak wiele razy, że wiem gdzie co trzyma, po prostu czułem się tu jak w lepszym domu.
   Otworzyłem białe drzwi, z resztą jedyne takiego koloru na tym piętrze i wszedłem w głąb pomieszczenia. Ustawiłem pokrowiec z gitarą przy kabinie prysznicowej, wyjąłem farbę z kieszeni i ustawiłem przyrządy na półeczce pod lustrem. Urwałem kilka listków papieru, włożyłem za koszulkę, żeby zbytnio się nie ubrudzić. Poczułem lekki dreszcz. A co jeśli zniszczę moje ukochane kłaki? O to ewentualnie będę martwić się później. Włożyłem rękawiczki i przeczytałem instrukcję na pudełku. Cała „operacja” nie była zbyt skomplikowana. Wyjąłem tubkę, wycisnąłem farbę do środka, dolałem trochę wody, zakręciłem i, jak kazało mi opakowanie, mocno wstrząsałem przed pół minuty. Zawartość tubki nakładałem stopniowo, wcierając ją we włosy. Na końcu dokładnie wytarłem rękawiczki w tył głowy dla pewności, po czym zdjąłem je i wyrzuciłem do kosza obok sedesu.
- HOOD! –krzyknąłem, otwierając drzwi do ubikacji. Wychyliłem głowę, rozejrzałem się za przyjacielem, który zmierzał w moją stronę. Po chwili stanął w miejscu i wybuchł śmiechem. Zmarszczyłem czoło. – Co cię tak śmieszy, idioto?
- To, że wyglądasz jak Ufo! – ciągle się śmiał, trzymał nawet za brzuch. Niech zdycha.
- Jak je umyję i wysuszę, będą czarne. Mam czekać czterdzieści minut.
- Chcesz coś do jedzenia? – otarł łzę z uśmiechem i westchnął głęboko, parskając przy tym śmiechem.
- Zamknij się koniu i zrób mi naleśniki. – podszedłem do niego, krzyżując ręce na piersi.
- Jeszcze czego. – wyminął mnie, chichocząc i zbiegł po schodach prosto do kuchni. Powlekłem się za nim, a kiedy znaleźliśmy się na dole, bez skrupułów podszedłem do lodówki. Otworzyłem ją w celu sprawdzenia zawartości. Skrzywiłem się. Na pierwszym planie było kilka kartonów mleka i konserwy.
- Hood, czym ty się żywisz? – zmierzyłem go krytycznym wzrokiem od stóp do głowy.
- Przegródki na drzwiczkach. Tam jest w miarę normalne żarcie. Bierz, co chcesz. Tylko nie żryj za dużo, bo dupa nie śpi, ona rośnie. – zaśmiał się i poszedł do salonu.
   Pokręciłem głową, wyjmując banana. Obrałem go ze skórki, którą wrzuciłem do zlewu, na złość Calumowi, po czym zamknąłem lodówkę. Skierowałem się do salonu, po czym usiadłem na krześle. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę po pilota.
- Boli cię głowa od tej farby? Mój pilot, mój telewizor.
- Co twoje to moje. – wyszczerzyłem zęby i pochłonąłem banana. Chłopak przecząco potrząsnął głową, prychając.

   Siedzieliśmy w bezruchu i oglądaliśmy jakaś durną kreskówkę. Główny bohater biegał w tą i z powrotem, bo palił się mu czubek głowy. Nagle przypomniałem sobie, że powinienem umyć włosy jakieś, no nie wiem, dziesięć minut temu.
- Kurwa mać. – zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do łazienki, przewracając się na schodach oraz potykając o własne nogi kilka razy. Ściągnąłem koszulkę, wcisnąłem głowę do kabiny, wylałem na nią szampon, po czym odkręciłem wodę. Zimną. Lodowatą . Krzyknąłem, a po chwili uregulowałem temperaturę. Co za zjebane kurki. Dokładnie umyłem włosy, podziwiając wodę, która robiła się brązowa i coraz ciemniejsza.
- HOOD! – ten krzyk nie był zbyt wyraźny, bo, jakimś jebanym cudem, zacząłem się krztusić. Wyplułem wodę, która była tego przyczyną, po czym zakręciłem kurek. – GDZIE MACIE RĘCZNIKI?!
- Tu, głąbie. – podszedł do mnie i zarzucił na głowę białą ścierkę. – Brudź do woli, później wyrzuć do kontenera na zewnątrz.
- Jakiś ty życzliwy.
- Mogę zaoferować ci gorącą noc, ale ty będziesz dołem.
- Ty jesteś chyba nienormalny. – wytarłem włosy, podnosząc na niego wzrok.
- A ty jesteś chory umysłowo, bo nie chcesz dać się wyruchać. – wzruszył ramionami.
- Nie chcę złapać od ciebie czegoś. – rzuciłem mu w twarz szmatę. – Siostro, rękawiczki i suszarka.
  Wywrócił teatralnie oczami. Wskazał środkowym palcem szafkę naprzeciwko niego. Podrapałem się po policzku małym palcem.
- Mój, w przeciwieństwie do twojego, jest ogromnym i nieposkromionym tygrysem.
- Chyba zaginionym w dżungli. – roześmiałem się, bo zrozumiał aluzję. Wyjąłem suszarkę z miejsca, które wskazał mi Pan Mały Kutas. – Stary, jak znajdziesz mi tu rękawiczki, to daję ci dupy przez pełny miesiąc.
- Znajdę, zobaczysz. – pewny siebie zaczął szukać, wyrzucił wszystko z szafki. W końcu nie znalazł. – Były tu.
- Przykro, seksów nie będzie. – posłałem mu całuska. – Proszę, zostaw mnie teraz samego, muszę obciąć włosy.
- Uważaj z wytryskiem, nie chcę mieć twojego nasienia na ścianach. – rzucił przez ramię, wyszedł, ale po chwili wrócił, postawił obok mnie szufelkę i zmiotkę, a później wyszedł kolejny raz.

   Ustawiłem się pod lustrem i dokładnie sobie przyjrzałem. Wyglądałem okropnie. Krew zaschła na łuku brwiowym, a warga oraz oko lekko spuchły. Poczułem łzę, która powoli spłynęła po moim policzku. Nakreśliła wąską ścieżkę, zatrzymała się na brodzie, a po chwili skapnęła na podłogę. Świat zawirował przed moimi oczami. Spuściłem głowę, a ręce oparłem o zlew, oddychając głęboko. Kiedy poczułem się lepiej, znów wlepiłem wzrok w lustro. Zastanowiłem się jak obciąć i wymodelować fryzurę
- Myśl człowieku, myśl.. – wyszeptałem do swojego odbicia. Wziąłem grzebień w dłoń. Przełożyłem część włosów ze strony prawej na lewą, tworząc przedziałek w całkiem innym miejscu. Zaczesałem grzywkę w lewą stronę i chwyciłem nożyczki. Przełknąłem ślinę i po prostu podciąłem bujną grzywę na skos, wyrównałem całość, po czym delikatnie pocieniowałem całość.  Zmierzwiłem włosy dłońmi, zastanawiając, co jeszcze zrobić. Uczesałem się oraz przyciąłem odstające kosmyki. Efekt był w miarę zadowalający. Podłączyłem suszarkę, układając włosy lekko do góry, przygładzając grzywkę. Po pięciu minutach skończyłem i delikatnie poczochrałem włosy do tego poprawiłem je w swój specyficzny sposób. Uśmiechnąłem się, bo podobało mi się jak wyglądam w ciemnych włosach. Lepiej niż w blond.

   Po chwili wyszedłem z łazienki. Zostawiłem ją w takim stanie, jaka była zawsze. Poprawiłem pokrowiec na plecach i zbiegłem po schodach. Wyrzuciłem zawartość szufelki. Poszedłem do salonu, wcześniej zostawiając gitarę w przedpokoju. Calum siedział na kanapie, popijał piwo i oglądał kreskówkę. Co chwilę cicho chichotał, niepewnie upijał każdy łyk trunku. Zachowywał się jak urocze dziecko, które nie chce odstawać, dlatego popełnia wiele błędów, próbując być takim, jak inni.
- Cal? – zbliżyłem się do kanapy, a później poczochrałem włosy przyjaciela. Lekko podskoczył, odwracając się z poważaną miną.
- Dobrze wyglądasz. Serio, liczyłem, że będziesz wyglądał jak krowi placek.
- Dzięki? – przeskoczyłem kanapę, po czym usiadłem obok niego. Zabrałem puszkę z jego rąk, odstawiłem na stół. – Chyba powinniśmy pogadać.
- O czym?
- O tobie, Calum. Zachowujesz się.. – zastanowiłem się nad trafnym określeniem. – jak nie ty.
- Co? – uniósł brwi do góry i cofnął głowę do tyłu. – O co ci chodzi? – lekko się oburzył. – Ze mną wszystko w porządku, lepiej ty powiedz, co zamierzasz zrobić.
- Nie zmieniaj tema.. – nie zdążyłem dokończyć, gdyż chłopak przerwał moją wypowiedź.
- Masz jakąś kasę? – zapytał wprost, na co pokiwałem lekko głową. Hood podał mi szkatułkę. – Będziesz miał jej więcej. Przyda ci się. Wiesz, że jak coś się spierdoli, to zawsze możesz do mnie przyjść.
- Nie musisz mi dawać swoich pieniędzy. – byłem lekko zszokowany tym gestem. Po prostu wcisnął mi naczynko, kiedy ktoś zapukał. Wyprostowałem się i powiedziałem cicho. – To może być ojciec.
- Schowaj się. Jeśli to on, zakaszlę, wtedy spierdalasz przed siebie, okay? – położył rękę na moim ramieniu, po czym przytulił. – Trzymaj się, stary. Wróć kiedyś, jeśli to nasze pożegnanie. – usłyszałem nutę niepewności w jego głosie, który po prostu drgał. Odsunąłem się i popatrzyłem mu w oczy pełne łez. Uśmiechnąłem się do niego, wstałem, zabrałem gitarę z przedpokoju, po czym udałem się w stronę tylnego wyjścia. Obejrzałem się i zauważyłem, jak otwiera drzwi. Czekałem na sygnał.
  Kaszlnięcie, dość głośne.
  Wybiegłem z domu i ruszyłem przed siebie. Ojciec zaczął mnie szukać, nie dobrze. Musiałem jak najszybciej się stąd wynieść.



10 komentarzy:

  1. świetne, świetne, świetne

    haha parsknęłam śmiechem w tym momencie "Wyjąłem suszarkę z miejsca, które wskazał mi Pan Mały Kutas. "

    bardzo mi się podoba te ff! pisz dalej, czekam na kolejny rozdział!

    @_hug_me_nialler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. starałam się pisać tak, żeby było luźno i zabawnie, mam nadzieję, że cała część sprawiła, że się uśmiechałaś ;)

      Usuń
  2. Ten rozdział jest genialny!
    Zakochałam się w tym ff, pisz dalej ! :)
    Życzę weny haha i oczywiście czekam na next :)
    @LaVancesco

    OdpowiedzUsuń
  3. super ciekawe co będzie sie działo w następnej częsci :)
    czekam na nexta i życze weny ;*
    I jakbyś mogła mnie informować na tt to mam mój @natkaHoranowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okay, powiadomie ;) i dziękuję, to miłe. #SPOJER w następnej części pojawią się jeszcze dwie postacie :D

      Usuń
  4. Bardzo fajne! :D Czekam na kolejną część. :D Zapraszam do mnie: http://scarydarkgirl.crazylife.pl/ . Napisz co sądzisz. :) Pozdrawiam. :) :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy10:09 PM

    dobra będę szczera, zakochałam się,
    już wiem, że to ff będzie mnie zabijać, bo już mnie zabiło
    ostatnie zdania...ryczę
    będzie mi brakować Pana Małego Kutaska...
    powodzenia słonko
    @holumncood

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku! uwielbiam caluma w tym ff, jak się śmiałam z jego wypowiedzi ahahahahah cóż...lecę czytać kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aww to fajnie, że Cal Ci się tu podoba :p ogółem to co zamierzam zrobić z nim to trochę skomplikowane, ale pojawi się jeszcze kilka razy :)
      buzi xxx

      Usuń
  7. Zastanawia mnie,co dalej z matką Michaela - Clifford uciekł,kiedy jego ojciec był nieprzytomny. Zapewne wpadł w jeszcze większą złość i musiał odreagować,szkoda tylko,że w najgorszy możliwy sposób.
    "Tylko nie żryj za dużo,bo dupa nie śpi,ona rośnie." - Calum,nawet nie wiesz,jakie te słowa są prawdziwe.
    Oh,Michael musi uciekać,spodziewałam się,że ojciec zacznie go szukać./Sanity_Potion

    OdpowiedzUsuń