wtorek, 17 czerwca 2014

ROZDZIAŁ DRUGI

Zanim wstawię rozdział, chcę was ogromnie przeprosić za to, że pisałam to tak długo. Brak pomysłów, brak czasu, brak motywacji. Wiecie chyba jak to jest. Więc wracam z podwójnymi siłami i zamierzam wstawiać części w soboty co tydzień/dwa tygodnie. Zaczynają się wakacje, koniec z nauką, więc mogę spokojnie zająć się tym, co na prawdę lubię. 
Jeszcze chcę podziękować mojej przyjaciółce, która jest moim osobistym Pingwinem i pomogła mi w dialogu Michael-Luke.
Nie przeciągając, mam nadzieję, że spodobają się wam moje wypociny, trochę tego jest, ale mam nadzieję, że was to jeszcze bardziej zaciekawi. Jeśli tak, to pamiętajcie o komentarzach, lol. ENJOY!





   Z rozmachem otworzyłem drzwi kawiarni i podszedłem do kasy, zakładając kaptur bluzy na głowę. Nagła myśl o moim wyglądzie walnęła mnie jak ciężarówka. Starałem się siać panikę spojrzeniem, ale chyba mi nie wychodziło. Miałem ochotę podejść do kogoś, chwycić za koszulę, udawać, że przykładam mu pistolet z palców do skroni i wykrzyczeć „To napad, wszyscy na ziemię i oddawać mi swoje pączki!”. Tak, pączki. Uwielbiam te małe, okrągłe pyszności. Gdybym mógł, jadłbym je godzinami, ale nie chcę być grubszy niż jestem.

   Oparłem się o blat biodrem, po czym zerknąłem na rozpiskę kaw, a później kto stoi przede mną. Dwie osoby. Westchnąłem, zastanawiając się czy znam tu kogokolwiek. Raczej nie. Nawet nie miałem pojęcia o tym, że ten lokal istnieje. Jak ja w ogóle się tu znalazłem? Cóż, miałem nadzieję, że dostanę dobrą porcję kofeiny i znajdę miejsce, żeby przemyśleć sprawę.

   Przesunąłem się o kilka kroków w przód, cicho nucąc piosenki puszczane w radiu. Przekręciłem się, aby stać na wprost lady i zamówiłem latte. Uśmiechnąłem się przelotnie do kasjerki, która, co wnioskowałem po jej zachowaniu, była we mnie zauroczona, co mnie nieźle zdziwiło. Może zawstydził ją fakt, że stoi przed nią młody chłopak, który wygląda jak menel. Albo po prostu się mnie bała. Od razu to wykluczyłem, bo kiedy udała się do automatu, potykała się o własne nogi zarumieniona, na co parsknąłem cicho śmiechem. Puściłem jej oczko, a wypieki na jej policzkach powiększyły się. Obserwowałem ją dokładnie. Była ładną i uroczą blondynką z niebieskimi pasemkami na grzywce. Jej włosy były dość długie i falowane. Zgrabna, nie przesadnie chuda, co mi się podobało. Zauważyłem, że kolor jej oczu jest zbliżony do moich. Wydawała się miłą i dość nieśmiałą dziewczyną. Pewnie w środku była tak dziwna jak ja, tylko nie dawała tego po sobie poznać. Gdybym nie czuł potrzeby uwolnienia się stąd – umówiłbym się z nią.

   Zastukałem palcami w blat, wlepiając wzrok w dziewczynę. Nie wiem, co chciałem osiągnąć. Chwilę temu uświadomiłem sobie, że nie powinienem jej do siebie przyciągać, nie chciałem zawodzić kolejnej osoby. Poczułem lekkie ukłucie w sercu. Chyba po raz pierwszy poczułem się gorzej niż zawsze. Łzy napłynęły mi do oczu, więc spuściłem wzrok, żeby to ukryć. Nie miałem zamiaru rozklejać się w jakiejś głupiej kawiarni. Jeszcze ktoś pomyślałby, że jestem dzieckiem skrzywdzonym przez los, a tego nie chcę. O zaraz…

   Ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Natychmiast podniosłem głowę, a na moich ustach pojawił się uśmiech, gdy zobaczyłem te ogromne, zielone oczy.

- Twoja kawa. – Blondynka podała mi kubek i paragon. Kąciki jej pełnych, bladoróżowych ust lekko uniosły się do góry , a jej wzrok powędrował po mojej twarzy. W jej tęczówkach pojawiło się zmartwienie.
- Wiesz, masz bardzo ładny uśmiech. – podsunąłem jej pieniądze, a ona schowała je do kasy, rumieniąc się.
- Dziękuję  – wyszeptała, a po chwili dodała – powinnam wracać do pracy. – zdjęła dłoń z mojego ramienia i w pośpiechu udała się na zaplecze. Uniosłem brwi do góry. Czy ona dała mi kosza? Wzruszyłem ramionami i rozejrzałem się w poszukiwaniu wolnego stolika. Ruszyłem przed siebie.

   Usiadłem przy oknie. Zdjąłem gitarę z ramienia, kładąc pokrowiec z instrumentem na siedzeniu obok i oparłem głowę o szybę, upijając łyk ciepłego napoju. Lekko się skrzywiłem. Zapomniałem o cukrze. Nie chciało mi się zbytnio podnosić. Chyba wytrzymam. Preferowałem słodką kawę, ale mój mózg kazał mi siedzieć i myśleć.

    Odstawiłem kubek. W tej chwili chciałbym mieć jakąś mapę, GPS w głowie, żeby widzieć, gdzie mógłbym pójść. Dlaczego nie mogłem urodzić się w magicznej rodzinie i być jakimś czarnoksiężnikiem? Mógłbym się gdzieś przenieść, wyczarować jakiś dom daleko stąd, albo po prostu zlikwidować ojca z mojego marnego życia.

   Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos stawianej cukierniczki przede mną. Podniosłem głowę i ujrzałem ją. Uśmiechała się lekko, przekręcając głowę w lewo. Nie miała plakietki, która podpowiedziałaby mi jak mam się do niej zwracać.

- Dzięki. – nie zdążyłem powiedzieć więcej, bo dziewczyna odwróciła się i chciała oddalić. Musiała mi pomóc. Złapałem ją za nadgarstek, wstałem i przyciągnąłem blisko siebie. Zdezorientowana blondynka oparła dłonie na moich piersiach i zadarła głowę do góry. – Wybacz, że tak nachalnie, ale potrzebuję małej pomocy.
- W czym? –odparła  po chwili, trochę niepewnie.
- Jesteś dobra w robieniu makijażu? – wyszczerzyłem zęby, na co pokiwała lekko głową i uniosła brwi do góry. – W takim razie mam dla ciebie zadanie. Zrób coś z moją twarzą. W sensie, żeby nie było widać tych siniaków czy coś.
- Ale… - westchnęła, odsunęła się i wzięła mnie za rękę, po czym zaprowadziła na zaplecze. Zamknęła drzwi. W pomieszczeniu był tylko stół, szafa i dwa krzesła. Oświetlenie nieco szwankowało, przez co czułem klimat dennego horroru. Na moje usta wkradł się głupawy uśmiech, bo w pornolach dziewczyna robiła dobrze chłopakowi w takich warunkach. Potrząsnąłem głową i przekląłem się w myślach. – Siadaj tu. - Podeszła do szafy, wyjęła z niej kosmetyczkę i usiadła na drugim krześle, a pierwsze przysunęła do siebie.
- Jesteś najlepsza. – usiadłem naprzeciwko niej z uśmiechem.
- Nawet mnie nie znasz. – nie zaszczycając mnie spojrzeniem, chyba zgrywała niedostępną, bo przecież każdy durny chłopiec nakręca się wtedy bardziej, sięgnęła do niebieskiej torebeczki i wyjęła kilka przyrządów. Nie znałem się na kosmetykach, więc nie wiedziałem co to do cholery jest.
- Możemy się poznać. – wzruszyłem ramionami.
- Zamknij oczy i już się nie odzywaj.

   Zrobiłem to, o co prosiła. Chyba polubiłem ją bardziej. Jej forma wypowiedzi pchała mnie w stronę „sarkastyczny człowiek”.  Zawsze pociągały mnie takie osoby. Dobrze czułem się w obecności ludzi, którzy byli równie chamscy jak ja. Dlatego przyjaźniłem się z tą małą pchłą, Ashtonem. Już nawet nie pamiętam jak się poznaliśmy, bo było to wieki temu, ale jestem pewny, że połączyło nas to samo nastawienie do świata i nienawiść do tych samych osób.

- Skończyłam. – otworzyłem oczy i zobaczyłem siebie w odbiciu. Wyglądałem… Jak model. Zero niedoskonałości.
- Serio jesteś najlepsza.
- Schlebiasz mi. – uśmiechnęła się uroczo i schowała lusterko do kosmetyczki. Pociągał mnie jej głos. Był delikatny, typowo dziewczęcy, ale słychać w nim było nutkę sarkazmu. Stąd wiedziałem, że spokojnie mógłbym nawiązać z nią bliższy kontakt. Nie oszukujmy się, leci na mnie. W końcu wyglądam jak grecki bóg. Z makijażem. Ale ciągle jak bóg.

   Wstała, schowała saszetkę do szafy. Skierowała się do drzwi, dosłownie ciągnąc mnie za sobą. Kiedy wyszliśmy, puściła mnie bez słowa i poszła przed siebie. Tyłek też ma pociągający.

  
***

   Nie wiem ile tu siedziałem, chyba długo. Spokojnie wypiłem kawę i pograłem trochę na gitarze. Zgniotłem kubek w ręce i miałem już wstawać, kiedy zjawił się przy mnie jakiś chłopak. Na początku go nie zauważyłem.

- Hej – odchrząknął i trącił mnie delikatnie w ramię. Rozszerzyłem oczy. Nie miałem pojęcia co to za facet. Chłopak. Chłopczyk.. Nie ważne. Odwróciłem się do niego. Ciężarówka, która wcześniej uderzyła mnie w myślach, właśnie rozjechała mi głowę. Ujrzałem wielkie, najbardziej niebieskie oczy, jakie widziałem w życiu. Zarumienił się i spuścił wzrok na palce, którym przyglądał się tak, jakby były najciekawszą rzeczą na świecie. O nie, patrz się na mnie. Pragnę tego.  – Em.. Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem. Po prostu usłyszałem jak grasz i..
- Słyszałeś? – lekko mnie to zdziwiło, ale wzruszyłem ramionami. – Dziękuję. Masz ładne, oczy, wiesz? Duże i niebieskie. Jak bezchmurne niebo. – posłałem mu delikatny uśmiech, na co popatrzył na mnie i zarumienił się jeszcze bardziej.
- D-dziękuję. – na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Miał równe, białe zęby i jeden, głęboki dołeczek. Cholera, uroczył był, nie zaprzeczę.
- Uśmiech też masz ładny.
- Mogę się dosiąść? – zapytał z lekkim grymasem, przygryzając dolną wargę.
- Jasne, czemu nie.  – pokiwałem głową, a on wzruszył ramionami i siadł naprzeciwko mnie. Gdybym mógł widzieć do końca swojego życia jedną rzecz, wybrałbym jego oczy. Zmarszczyłem lekko czoło, bo zobaczyłem z nich smutek, ból, upokorzenie. Próbowałem wydedukować z jego zachowania jego sytuację.
- Jak masz na imię?
- Jestem Gordon. – podałem mu niewłaściwe imię, bo mógł mnie znać. Po drodze widziałem na drzewie ulotkę z moim zdjęciem, imieniem, nazwiskiem i kilkoma informacjami. Ojciec zaczął mnie szukać, więc powinienem ukrywać jakoś fakt kim jestem. Przez chwilę poczułem się w jak marnym melodramacie czy serialu typu „moda na sukces”. – Ale mów do mnie Cliffo. Nie zbyt lubię, kiedy ktoś zwraca się do mnie po imieniu. Tak pedalsko.
- Mnie się podoba. – znów wzruszył ramionami.
- A ty jak masz na imię?
- Luke.
- Ładnie. – uśmiechnąłem się do niego szeroko. Zarumienił się jeszcze bardziej. Spuściłem głowę. Poczułem łzy na policzku, ale szybko ją otarłem.
- Wszystko w porządku? Jeśli chcesz to sobie pójdę. Mogłeś powiedzieć od razu to wiesz..
- Nie, nie idź. Po prostu jakoś tak mi smutno i boli mnie oko. Plus nie chcę Cię wystraszyć moją twarzą.
- Czemu masz mnie straszyć swoim wyglądem? To moja rola.. – powiedział lekko zaskoczony.
- Wiesz co? – parsknąłem śmiechem i popatrzyłem prosto w jego oczy. -  Ja wiem, że wyglądam okropnie, ale ty? Ty jesteś piękny. Myślisz, że kłamię, prawda? Cóż, jestem osobą, która nigdy, przenigdy nie oszukuje ludzi. – „nigdy, przenigdy.” Na pewno, Mike. A może Gordon?  - Chcę prosić cię o jedno. Nie słuchaj co inni ci mówią. Nie mam pojęcia z czym stykasz się na co dzień, ale jeśli kiedykolwiek, ktokolwiek, powiedział na ciebie coś złego, to pamiętaj, że to nie prawda. Chyba nie muszę ci tłumaczyć jak działa mózg takich osób. W każdym razie, nie możesz brać jakichś tępych opinii do siebie, bo najważniejsza jest ta twoja, szczera. Nie możesz im się dawać, a nawet jeśli upadniesz, to ich wychujaj i wstań. I pamiętaj, że jesteś piękny, Luke.
- Nie wierzysz w to. – wyszeptał i spuścił wzrok.
- Wierzę. – czy te oczy mogą kłamać? Chyba tak.
- Mimo wszystko.. Nie widzisz tego do końca.
- Boże, Luke, jesteś najpiękniejszą osobą jaką kiedykolwiek widziałem.
- Oszukujesz sam siebie.
- Nie prawda. – mój głos w tej chwili był wyższy niż małej dziewczynki. Odchrząknąłem.
- Jesteś piękny i wyjątkowy, idealny. Bo widzisz piękno w innych, a ja widzę w tobie. I założę się, że nie widziałeś nic piękniejszego jak to. – lekko się uśmiechnął, ciągle patrząc mi w oczy. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Po raz pierwszy ktoś powiedział mi jakiś komplement. Po raz pierwszy opinia kogoś o mnie nie jest obelgą. Nie potrafiłem się zgodzić z tym co mówi Luke, bo całe życie byłem uczony, że jestem głupi i nic nie osiągnę. Cóż, pierdol się ojcze.
  Spuściłem głowę i przyłożyłem dłoń do ust, żeby ukryć ziewnięcie.
- Zagrasz mi coś? – odchrząknął.
- Jasne. – wziąłem gitarę. – Hmm. – wydąłem usta i zmarszczyłem brwi. Chłopak zaśmiał się cicho. – Taką mam śmieszną twarz? – wystawiłem mu język, a po chwili spuściłem wzrok na gryf mojej ukochanej. Ułożyłem palce w odpowiedni sposób i zacząłem grać. Postanowiłem zaśpiewać piosenkę, która opisuje większość moich uczuć. Demi Lovato była dla mnie inspiracją, a „For The Love Of a Daughter” pomagała mi przekazać coś przez muzykę. Musiałem zmienić trochę tekst, bo nie jestem dziewczyną.
  Przerwałem, wziąłem głęboki oddech i zaśpiewałem ostatni wers, trzęsącym się głosem.  Chłopak wstał, poszedł do mnie i, bez żadnych uprzedzeń, przytulił mnie. Trochę mnie to zszokowało. To miłe z jego strony. Chyba tego najbardziej potrzebowałem.
   Blondyn zaczął szlochać, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Może domyślił się dlaczego akurat ta piosenka i wzruszył się?
- Dlaczego płaczesz? – odwzajemniłem uścisk i zamknąłem oczy.
- Sam nie wiem.. Płacz oczyszcza duszę. Nie wiem czy tego potrzebuję, ale może tobie się przyda.
- Wiesz, Luke, ja nie umiem płakać.
- To będę płakać za ciebie.
- Nawet nie potrafię się już uśmiechnąć. Nawet nie potrafię przytulać, bo nie miałem okazji. Jestem żałosny, wiem. Słyszałem to wiele razy.
- Chciałbym być osobą, która będzie sprawiać, że zawsze będziesz się cieszyć i uśmiechać, i która będzie cię zawsze przytulać, bo na to zasługujesz.
- Więc nią bądź. - Po tym rzeczywistość mnie uderzyła. Przypomniałem sobie w myślach, że nie mogę nawiązywać z kimkolwiek bliższych kontaktów. Nie chcę ranić większej ilości osób. Może tak naprawdę nie chciałem uciekać, bo kochałem Londyn i poznałem Luke’a, ale musiałem uwolnić się od ojca. Nie chciałem budzić się i nienawidzić za to, że jestem tchórzem, który nie potrafi zwiać. Nie chciałem być więcej upokarzany. Pragnąłem nowego, lepszego życia. Zdawałem sobie sprawę, że podróż do innego miasta nie zapewni mi lepszego bytu, ale byłem pozytywnie nastawiony.
- Obiecuję, że będę.
- A co, jeśli... – przełknąłem głośno ślinę. – Co, jeśli zniknę? Nie dlatego, że będę chciał, a musiał? Ale pamiętaj, jeśli to zrobię, to wrócę i cię znajdę.
- Nie chcę, żebyś znikał, ale jeśli musisz…
- Nie, nie w tej chwili. Ale jeśli będzie taka potrzeba, to pamiętaj, że cię znajdę i znów będzie tak jak teraz. Może nawet i lepiej.
- Tylko ty mnie lubisz. Dziękuję…
- Nie ma za co i założę się, że jest masa ludzi, którzy cię lubią, ale wolą się podpasować innym.
- Nie chcę innych, chcę ciebie. Chcę, żebyś został moim przyjacielem. – popatrzył na mnie swoimi wielkimi oczami. Stary, nie patrz tak na mnie, bo owiniesz mnie wokół swojego palca i nici z ucieczki.
   Nie chciałem mu odmówić, ale nie potrafiłem zostać. On zasługuje na lepszych przyjaciół niż ja. Nie oszukujmy się, jestem złym materiałem na chłopaka czy choćby kolegę. Jestem złym materiałem na żywą osobę.
   Odwróciłem wzrok w stronę drzwi i zobaczyłem policję. O nie. Tylko nie to. Wszystko, ale nie to. Szybko odsunąłem się od chłopaka, zakładając kaptur i okulary.
- Czemu się chowasz? – powiedział lekko zdezorientowany.
- Później wyjaśnię. Nie zrobiłem nic złego.  Nie ćpam, nie kradnę, nie zabijam i nie gwałcę. Zaufaj mi. Jeśli tu podejdą i pokażą zdjęcie masz mówić, że nie kojarzysz, albo tam pobiegł, to się sprawdza.
   Schowałem dłonie w rękawach i czekałem. Modliłem się, żeby poszło po mojej myśli. I tak było. Kiedy mundurowi podeszli do naszego stolika, popatrzyliśmy na zdjęcie i pokręciliśmy głowami, co chyba było przekonujące.
- Dziękuję. – zdjąłem kaptur, kiedy odeszli.
- O co chodzi?
- Ten chłopak to.. Mój znajomy. Michael. Uciekł z domu, bo jego ojciec pił i bił go, matkę też.
- To dlaczego go szukają?
- Myślę, że to przez jego ojca. Chce się zemścić albo coś.
- Jeśli go spotkasz, to pozdrów i powiedz, że życzę mu jak najlepiej. – W sumie to on siedzi tutaj i ma ogromny dylemat. Tyle kłamstw. Czy mogę cofnąć czas i poznać Luke’a jeszcze raz? – Mogę gitarę?
- Jasne. – podałem mu ją. – Grasz?
- Od siódmego roku życia. – usiadł na miejscu i zagrał kilka akordów.
- A ile masz lat?
- Czternaście. – wymamrotał.
- Jestem tylko rok starszy. – uśmiechnąłem się do niego. Upiłem łyk kawy i prawie się zakrztusiłem. Do kawiarni wpadła burza lekko nadpobudliwych, blond loków. Za dobrze znałem tą czuprynę. Ashton Pchła Irwin. Jeszcze jego tu brakowało.
- Muszę iść. – wstałem, po raz trzeci założyłem kaptur i wyciągnąłem rękę po gitarę. Chwyciłem ją za graf, schowałem i już chciałem iść, kiedy mój najdroższy przyjaciel stanął za Luke’iem.
- Hej. – powiedział. Zawsze był taki radosny i może raz widziałem go smutnego. Jego życie polegało na śmianiu się z siebie, ze mnie, jedzeniu i czasem spaniu. Zawsze potrafił poprawić mi humor jedynie śmiejąc się z moich słabych żartów. Charakterystycznym chichotem. Kiedy spędzałem z nim cały dzień, a wieczorem wracałem do domu, słyszałem jego głupawy śmiech przez trzy dni w głowie.
   Był moim najlepszym przyjacielem i najtrudniej będzie mi go zostawić. Był przy mnie, kiedy nie miałem gdzie iść, bo zbytnio bałem się ojca. To on siedział i rozmawiał, kiedy chciałem się poddać. To on ciągnął mnie do swojego chorego świata. Tylko on poświęcał mi czas i tym mnie ratował. To takie smutne, że zdaję sobie dopiero teraz z tego sprawę. Wtedy, kiedy muszę to skończyć. Najchętniej wsadziłbym go do kieszeni i uciekł z nim.
   Ashton był jedyną osobą, której na mnie zależało i wiedziałem to, chociaż nie był skory do okazywania uczuć. Fakt, był misiem koala, który chciał się przytulać do własnego bambusa, którym byłem ja, ale nie o to chodzi. – Jesteś kolegą Luke’a? Każdy kolega Luke’a to mój kolega! Jestem Ashton. – wyciągnął do mnie rękę. Znam twoje imię, idioto. Człowiek irytował tym, co mówi, ale był jedynym lekarstwem na mój smutek. Moim prywatnym antydepresantem. – Ty jak masz na imię?
- To jest Gordon. – odezwał się drugi chłopak. Po co? No po co?
   Pokręciłem głową, założyłem futerał na ramię, rzuciłem mu krótkie spojrzenie i szybkim krokiem udałem się do wyjścia.
  Odgarnąłem włosy z czoła i rozejrzałem się. Gdzie ja mam iść? Jest duże prawdopodobieństwo, że mnie rozpo….
- MIKE!
   …znał. Ruszyłem przed siebie, nie odwracając się.
- Michaelu Gordonie Cliffordzie, masz w tej chwili się zatrzymać, albo wezwę gliny. – Przekonał mnie. Stanąłem w miejscu i odwróciłem się na pięcie. Głupia pchła.
- No co?
- CO TY DO KURWY NĘDZY ROBISZ?! ZNIKASZ NAGLE! WIESZ JAK SIĘ MARTWIŁEM?! I jeszcze bajerujesz mi przyjaciela.
- Fajnego masz tego przyjaciela. I NIE KRZYCZ NA MNIE, JA TEŻ TAK UMIEM.
- Fajnego powiadasz? –uniósł wymownie brwi do góry. Podszedłem do niego, pstryknąłem w ucho i poszedłem przed siebie.
- Wybacz, ale muszę się stąd wydostać, nie mam zbytnio czasu na gadu gadu.
- Co się stało? – podbiegł do mnie i zatrzymał. Zmusił mnie, żebym spojrzał na niego. – Mikey? Znowu to zrobił? – mówił łagodnie, jak do dziecka albo małego pieska. – Dlaczego zniknąłeś?
- Tak... – wtarłem rękawami twarz. – Mam dość takiego życia, Ash.
- Stary, od kiedy jesteś mistrzem makijażu?
- Od nigdy.  Muszę znaleźć mieszkanie, wynieść się z miasta.
- Okay, w takim razie pomogę ci.
- Poradzę sobie sam. Nie jestem dzieckiem.
- I NIE JESTEŚ PEŁNOLETNI! – położyłem dłoń na jego ustach. Czasem myślałem, że jest chory psychicznie, ale po tym przypominałem sobie o mnie i wychodziło na to, że obydwoje powinniśmy leżeć przykuci do łóżka w psychiatryku.
- Przestań drzeć japę. Mam fałszywy dowód, który mówi, że mam dziewiętnaście lat. Do tego mam trochę pieniędzy. Znajdę kawalerkę, zatrudnię się gdzieś dorywczo i będę żył jak normalny, nudny i szary człowiek. 
- A co ze szkołą? Pierdolisz ją, tak?
- Jak nie, jak tak?
- Martwię się o ciebie.
- Wszystko ze mną w porządku, nie masz o co się martwić. – wyminąłem go i znów ruszyłem przed siebie. Dogonił mnie.
- Jesteś moim przyjacielem?
- Tak, a ty moim. Wszystko ze mną w porządku. Przysięgam. – stanąłem i mocno go przytuliłem. Na pożegnanie. Najbardziej boję się tego, że jeśli kiedyś tu wrócę, to Ash mnie znienawidzi, bo zerwałem z nim kontakt. Tego nie chcę. Irwin to najważniejsza osoba w moim życiu, nie mogę go stracić. Nie po tym wszystkim.
- Nie wierzę ci, ale ufam. 

16 komentarzy:

  1. Superowy, długi rozdział ;)
    Kocham takie. Do tego tak dożo się wydarzyło <333
    No to czekam na nexta życze dużo weny i poinformujesz mnie o następnym rozdziale na tt?? *_____________*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, na początku ten rozdział i poprzedni miało być jedną częścią, ale 6k słów to za dużo jak na raz i nikomu nie będzie chciało się czytać tak długiego tekstu, więc rozdzieliłam na dwa, mądra ja.
      Obiecuję, że dalej będzie działo się dużo, bo mam już plan i to będzie ogrom problemów, wątek miłosny i te sprawy.
      Oczywiście, że Cię poinformuję, zadeklarowałaś to raz, zapisałam sobie komu mam pisać o ff i tak będę robić.
      Dziękuję jeszcze raz, buzi xx

      Usuń
  2. "Do kawiarni wpadła burza lekko nadpobudliwych, blond loków. Za dobrze znałem tą czuprynę. Ashton Pchła Irwin" TA PCHŁA HAHAHHAA >>>>
    w końcu jakieś dobre ff o Mike'u! rozmowa z Lukiem idealna, fabuła bardzo ciekawa, informuj mnie, jak możesz @LovinSummerRain, pozdrawiam, hej x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że poinformuję.
      Pchła Irwin to mój i mojej przyjaciółki prywatny żart, a więc postanowiłam to tutaj wpleść. Nie lubię pisać sztywno, więc zawsze czuję potrzebę dopisania jakiegoś żartu.
      Jestem niezmiernie ucieszona faktem, że moje długie wypociny się spodobały i chyba się wzruszyłam przy "w końcu jakieś dobre ff o Mike'u!". Obiecuję, że ciąg dalszy będzie ciekawszy, bo planuję dużo i dużo będzie się dziać. Dużo problemów, ogrom. Jeszcze raz dziękuję, buzi

      Usuń
  3. Anonimowy1:34 AM

    cudny rozdział
    śmiałam się i płakałam
    czekam na dalsze rozdziały
    uwielbiam i dziękuję!
    @holumncood

    OdpowiedzUsuń
  4. przez 15 minut zastanawiam się za co Ty mi dziękujesz xD to ja jestem wdzięczna, że czytacie to, co piszę i się wam podoba :) staram się was zadowolić jakoś (a wiem, że z jednym u Ciebie trafiłam :p).
    jeśli chodzi o kolejny rozdział, to obiecuję, że napiszę to do soboty. jestem leniwa i kiedy chce pisać, nagle mam 235324 spraw na głowie :( ale ten tydzień zajmuję się l o s t :) buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Najlepszy blog o 5sos, jaki do tej pory czytałam! Znalazłam bloga wczoraj, a już przeczytałam go dwa razy :)) Ta rozmowa z Lukiem była świetna, to było coś genialnego :') Bardzo dobrze wszystko opisujesz, uwielbiam Twojego bloga, ja na oewno będe go czytała na bierząco! <3
    Jeśli możesz, będziesz informować mnie o nowych rozdziałach na TT? @Cat_KMZD , z bóry bardzo dziękuje :*
    Więc.. Życzę weny i (nie)cierpliwie czekam na kolejny rozdział! ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow, jestem pozytywnie zaskoczona Twoją opinią. powtórzę się, czego bardzo nie lubię, ale kiedy zaczynałam pisać to i wstawiłam prolog, myślałam, że to ff jest skazane na dno, bo i tak ludziom się w końcu znudzi, przestaną to czytać, albo nawet nie zaczną, więc to dla mnie mega zaskoczenie, że Twoim zdaniem jest to najlepszy blog o 5SOS.
      Jeśli spodobała Ci się ta rozmowa, to możesz zajrzeć na blog mojej przyjaciółki, która mi tu pomagała ( http://nightmare-that-cut-like-a-blade.blogspot.com/ )
      z przyjemnością będę Cię powiadamiać na tt o częściach :)
      dziękuję, buzi xxx

      Usuń
  6. „To napad, wszyscy na ziemię i oddawać mi swoje pączki!” ryłam z tego przez kilka minut xD Ashton Pchła Irwin hahahah jezu uwielbiam to ff, kocham twój styl pisania :) bardzo ciekawi mnie to, co będzie się działo w dalszych rozdziałach :) Możesz mnie informować? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aww dziękuję za opinię :) cieszę się, że podoba Ci się mój styl pisania i ta ff, to wielkie zaskoczenie, haha :D
      oczywiście, że mogę ;)
      buzi xxx

      Usuń
  7. Anonimowy6:31 PM

    Genialne to jest!

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę o umieszczenie linku/buttonu spisu

    spisfanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. „To napad, wszyscy na ziemię i oddawać mi swoje pączki!” - wyobraziłam sobie Michaela krzyczącego tę kwestię i po prostu zaczęłam się śmiać.
    Po rozmowie z Lukey'em zastanawia mnie,czy będą jakieś wątki homoseksualne.
    Lubię takie długie rozdziały./Sanity_Potion

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy4:53 PM

    Ashton Pchła Irwin??? :D
    Sikam hahahah

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy2:59 PM

    ej leje :d Clifford i Irwin mnie rozpierdalają
    !
    kocham ich teksty :D hahahah
    @my_hot_Jano

    OdpowiedzUsuń