sobota, 19 lipca 2014

ROZDZIAŁ PIĄTY

Witam wszystkich! Powracam do was z już piątą częścią. Mój leń mnie ostatnio zostawił, więc mam wenę do pisania, a części będę wstawiać co tydzień, bo już robię zapasy rozdziałów, haha. 

   Jak na razie nie planuję kolejnych części z punktu widzenia kogoś innego, jedynie Michaela.
   
   Okay, nie będę już zanudzać, mam nadzieję, że i ten rozdział się wam spodoba, i zostawicie po sobie jakieś komentarze.

Czytasz = komentujesz

ENJOY!







- Mike, ty idioto! – zakrzyczał Niall, biegnąc za mną. Odwróciłem się i wystawiłem mu środkowy palec, śmiejąc się. Przyśpieszyłem. Chłopak był cały mokry i zły. Cóż, nie od dziś praktycznie nieznajomy koleś wrzuca go do fontanny.

   W końcu stanąłem w miejscu, pochyliłem i oparłem dłonie nad kolanami, głęboko oddychając. Po chwili obok mnie zjawił się Horan. Dał mi porządnego kuksańca w żebra, przez co zacząłem chichotać. Odsunąłem się od niego kawałek.

-  Nie masz kondycji. – wyprostowałem się i posłałem wredny uśmieszek.

- Zacząłeś biec wcześniej, to nie fer! – skrzyżował ręce na piersi, a usta wykrzywił w grymasie.

- Przepraszam, już się nie obrażaj na mnie. – przytuliłem go delikatnie, a potem odepchnąłem od siebie, chichocząc. – Stary, jesteś cały mokry!

   Blondyn popatrzył na mnie tak jak patrzy się na chorego psychicznie. Pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Jesteś idiotą.

- Kochasz mnie. – wyszczerzyłem zęby w krzywym uśmiechu i mrugnąłem do niego.

- Nie? Odwal się. – ruszył w stronę ławki, a ja za nim.

- Będziesz teraz na mnie z… - zatrzymałem się i dokładnie przyjrzałem kobiecie, która zmierzała w naszą stronę z wysokim mężczyzną przy swoim boku. Nie byłem do końca pewny, czy to ciocia Rose, ale wyglądała mi na nią.

   Ruszyłem w stronę pary z neutralną miną, patrząc na nich kątem oka. Kiedy znaleźli się około 4 metry przede mną, mogłem stwierdzić, że to ciocia Rose i wujek Marcel.

- Ciociu! – pomachałem do niej z szerokim uśmiechem i czekałem, aż do mnie dojdą. Nie przykuli szczególnej uwagi do mojej postaci, więc postanowiłem działać.

   Zagrodziłem im drogę z uśmiechem.

- Czy mógłbyś nam zejść z drogi? – powiedziała łagodnie i ścisnęła mocniej dłoń swojego męża.

- Ciociu. Musimy porozmawiać.

- Jaka ciociu? – zmarszczyła brwi i po chwili dodała – Czy my się znamy?

   No tak, nie poznała mnie. W sumie tego się spodziewałem. Potrzebowałem chwili, żeby zastanowić się, co mam jej powiedzieć. 

   „Hej, jestem twoim siostrzeńcem i przyjechałem tu po to, żebyś mi pomogła. To co, że mnie nie pamiętasz i mogę cię oszukać, daj mi spać u siebie”? To nie miało większego sensu.

- Mike, co ty robisz? – obejrzałem się i zobaczyłem Nialla, stojącego dosłownie krok za mną.

- Mike? – Rose uniosła brew do góry. – Jest tu gdzieś ukryta kamera? Kim wy w ogóle jesteście?

   Popatrzyłem na nią i smutno się uśmiechnąłem.

   Kiedy byłem mały, miałem z nią naprawdę dobry kontakt, ale niestety – straciliśmy go. Przestała nas odwiedzać ze względu na moją matkę. Pokłóciły się i od tamtej pory nie rozmawiały.

   Tak naprawdę, to nie były prawie do siebie podobne, mimo, że była siostrą mojej rodzicielki. Rodzicielka, śmieszne słowo. W każdym razie, moja mama była niska, a ciocia wysoka. Miała długie, falowane blond włosy i brązowe oczy ze złotą obwódką wokół źrenicy. Była o wiele szczuplejsza, niż moja mama. Czasem myślałem, że to Rose mnie urodziła, bo jeśli chodzi o charakter, nie przypominałem ani trochę mojej anielsko spokojnej matki. Byłem jej przeciwieństwem, jak jej siostra. Hałaśliwy,  wredny i lubiący spać. To nas łączyło, a różniło od najważniejszej kobiety w moim życiu.

- Nie pamiętasz mnie. – powiedziałem cicho i spuściłem głowę.

- Może powiesz nam łaskawie, kim ty właściwie jesteś? – odezwał się wujek Marcel. Zazwyczaj mówił cicho i robił to, o co prosiła go żona.

   Co mogę powiedzieć na jego temat? To niespełniony w życiu mężczyzna. Od kiedy pamiętam, opowiadał mi o astronomii i potrafił odpowiedzieć na najgłupsze pytania, na przykład, dlaczego niebo jest niebieskie. Jest naprawdę mądry, chociaż nie wygląda.

   Nie lubił zbytnio mówić, po prostu się do tego przyzwyczaił. Słyszałem, że w liceum był dręczony przez starszych kolegów, dlatego był zamknięty w sobie i tak bardzo troszczył się o ludzi mu bliskich. Ciocia zawsze mówiła, że uratowali siebie nawzajem miłością, chociaż nie wiedziałem dużo o ich przeszłości. Zawsze chciałem znaleźć osobę, która pokocha mnie tak mocno, jak oni siebie.

   Marcel był bardzo wysoki i również szczupły. Miał brązowe włosy, a kiedy się uśmiechał, w jego policzkach pojawiały się dość głębokie dołeczki. Posiadał kilka tatuaży na rękach. Mówił, że to nie jego wybór. Przyjaciel chciał go „odpicować”, żeby Rose na niego poleciała, więc zrobił mu tatuaże mówiąc, że się zmyją. Cóż, byli pijani i pomylili hennę z atramentem i wyszło jak wyszło.

   Nie potrafię sobie wyobrazić tego, że oby dwoje byli traktowani jak gówna w latach młodości. Osiągnęli tak wiele, stali się wspaniałymi ludźmi i wychowali swoje dzieci bez większych problemów. Dlatego, kiedy myślałem o tym, ciągle miałem nadzieję, że i ja będę kiedyś dobry, i będę miał życie, o jakim marzyłem.

- Jestem Michael. Nie wiem, chyba mnie nie poznajecie, ale to dlatego, że widzieliście mnie ostatnio, kiedy byłem małym, okrągłym na policzkach dzieckiem i cieszyłem się, kiedy opowiadaliście mi historie o gwiazdach. – odchrząknąłem i podniosłem wzrok na wujostwo.

- Chwila, jak się nazywasz? – popatrzyli na siebie i porozumiewawczo pokiwali głowami.

- Clifford. Jestem synem twojej siostry, z którą pokłóciłaś się o jej męża kilka lat temu. Teraz przyznaję ci rację i wiem, że mama też by to zrobiła. – westchnąłem i znów spuściłem wzrok na stopy.

- O mój Boże. – poczułem uścisk cioci. Zaszlochała do mojego ucha, a potem odsunęła się kawałek. – Co on wam zrobił?

- Długa historia, to skomplikowane. Tak bardzo za wami tęskniłem. – przytuliłem oby dwoje i pozwoliłem jednej łzie spłynąć po moim policzku.

-  Co tutaj robisz? – zapytał Marcel.

- Uciekam?

- Może chodźmy do domu, wszystko nam opowiesz.

- Nie, nie teraz. Mamy małe plany z Niallem.

- Przyjdź do nas jutro na śniadanie. – odparła ciocia Rose z uśmiechem i ucałowała moje czoło. Potem dokładnie wytłumaczyła mi, gdzie mieszkają. Uściskali mnie jeszcze raz, pożegnali i poszli w swoją stronę.

- Jak uroczo. Wasza rodzina to chyba jednak sra tęczą. – zaśmiałem się i popatrzyłem na Horana krytycznym wzrokiem. – No co? Jesteście tacy uroczy. A, jeszcze mam do ciebie jedną uwagę, Mikey.

- Wal.

- Stary, jesteśmy w parku, tak nie wypada, ale jeśli chcesz. – położył dłonie na linii swoich spodni, a kiedy zobaczył moją zniesmaczoną minę, zaśmiał się. Z pewnością muszę dobierać lepiej słowa. – Wspomniałeś, że byłeś pyzaty na policzkach. Ciągle jesteś. – puścił mi oczko.

- Zamknij się, nie jestem. Idziemy w końcu do ciebie?

- To ty zacząłeś. – wystawił mi język i ruszył przed siebie, a ja po chwili dorównałem mu kroku.



***


- Ładne mieszkanko. – zdjąłem buty i wszedłem w głąb.

- Tylko bądź cicho, Zayn pewnie teraz śpi.

- Stary, jest późne popołudnie. – dla pewności spojrzałem na zegarek.

   Mieszkanie nie było za duże, ale przestronne i urządzone dość nowocześnie, jeśli mogę tak to nazwać. W salonie stała ogromna kanapa, szklany stolik, a na drugim, już drewnianym, mały telewizor. Po lewej stronie były trzy pary drzwi, za pewne do pokoi. Jedne były lekko uchylone. Te po środku były do łazienki, jak wyjaśnił Niall. Wiedziałem. Jestem tak bardzo bystry, że domyśliłem się tego wcześniej. 

   Kuchnia była oddzielona od salonu długim blatem, takim jak w barach. Zastanawiało mnie, czy czasem urządzają sobie wieczorki z nagimi dziewczynami, tańczącymi właśnie na tym blacie.

- Chcesz coś do picia?

- Wody, jeśli można. – usiadłem na kanapie. Była dość wygodna. Rozejrzałem się dokładniej.

   Ciemne panele pokrywały podłogę, a biały dywan kontrastował z nimi.

   Połowa jednej ściany, była oknem. Aktualnie było przykryte zasłoną, jedynie około metra było odsłonięte, na samym środku. Ciekawe, czy tak mieli zawsze.

- Ej, Mike?

- Hmm? – odwróciłem głowę w stronę głosu. Blondyn siedział obok mnie. Podał mi szklankę.

- Co zamierzasz teraz zrobić? Zamieszkasz z nimi? Bo wiesz, myślałem, że u nas i ten…

- Jeśli chcecie, to czemu nie, mogę z wami pomieszkać. – upiłem łyk wody.

- Okay. Tak właściwie, to Zayn śpi teraz, bo pracujemy w nocy.

- Jesteście dziwkami? – prawie zakrztusiłem się powietrzem. Albo wodą. Z resztą nie ważne, bo od razu mi przeszło.

- Co? Nie? – postukał palcem wskazującym po mojej głowie.

- A szkoda. – zaśmiałem się. – Może dacie mi prywatny występ? Kto wie, czy nie jesteście doświadczeni w tym zawodzie.

 – Pracujemy w barze. Raz jesteśmy kelnerami, a raz śpiewamy. – odparł, ignorując mnie kompletnie. Co za cham. Nie dość, że przewrażliwiony, tleniony, to chamski.

   Pokiwałem głową. Ja też powinienem sobie znaleźć jakaś pracę, żeby nie musieli mnie utrzymywać. Powinienem dołożyć się do czynszu, nie chcę być pasożytem.

- Nie wiedziałem, że też śpiewasz. – odparłem i uśmiechnąłem do niego.

   Dobra, też śpiewam, ale nie lubię swojego głosu. Nigdy nie chodziłem na jakiekolwiek lekcje śpiewu, nie kształciłem się pod względem muzycznym, dlatego wyłem jedynie pod prysznicem "We Are The Champions" (głównie dlatego, że czułem się jak mistrz, biorąc prysznic), ewentualnie w pokoju, kiedy byłem sam w domu.

   Raz występowałem na akademii i to było okropne. Mikrofon był źle podłączony do głośników. Po prostu nie było mnie słychać, nawet, gdybym włożył sobie mikrofon w buzię. Jedynym moim ratunkiem była gitara.

- Głównie gram, ale czasem, jeśli Zayn mnie zmusi. – wzruszył ramionami. – A ty?

- Co ja?

- Śpiewasz?

- Erm… - cholera. Nie chciałem go znowu okłamywać. Od teraz mówię całą prawdę. – Nie. – Doceniam swoje starania.

- Nie wierzę ci. – zmrużył oczy i zmierzył podejrzliwym wzrokiem.

- No dobra, powiedzmy, że śpiewam. Ale wstydzę się. Plus nie jestem tak dobry i mam beznadziejny głos.

- Zaśpiewaj mi coś! – wykrzyknął radośnie i przybliżył do mnie. Jego oczy się zaświeciły. Oparł łokieć o kolano, a na dłoni położył głowę.

   I wtedy drzwi z logiem zespołu „Kiss” otworzyły się gwałtownie, obijając ścianę klamką. W progu stał szczupły chłopak o ciemniejszej karnacji w białym podkoszulku, który odsłaniał muskularne ręce zapełnione tatuażami, i czarnych spodniach od piżamy.

- Niall, błagam cię, uspokój ekscytację, bo próbuję odpoczywać. Wiem jak bardzo jest ci trudno, zwłaszcza, kiedy jestem obok, ale postaraj się. – wymamrotał szorstko.

   Jego ciemne rozczochrane włosy swobodnie opadały na czoło, delikatnie przysłaniając mu widok. Oczy miał zmrużone, a tęczówki koloru czekoladowego brązu. Nie jedna dziewczyna mogła mu zazdrościć długich i ciemnych rzęs.

   Potarł dłonią policzek, a jego wydatne kości policzkowe dawały wrażenie, jakby po prostu miały się zaraz przebić przez skórę pokrytą lekkim zarostem.

   Powoli ruszył w stronę kuchni. A raczej sunął stopami po panelach jak dziewczynka po lodzie.

- Boże, Księżniczka wstała lewą nogą? – zachichotał blondyn. 

- Zamknij się. Plus nie mam jak wstawać lewą nogą, nie wygodnie. Używaj czasem swojego mózgu stworzonego zapewne z siana. P.s. mogę być twoim bogiem. W łóżku, Horan. Schlebiasz mi tymi komplementami. 

  Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Chyba go polubiłem. Moglibyśmy razem wyzywać Tlenionego. Chociaż trochę mi go żal, bo jest tak uroczy i niewinny, nie potrafiłbym go skrzywdzić.

- Malik!

- Tak się nazywam, skarbeczku. Rozumiem, że prezentujesz swojemu koledze jak krzyczysz, kiedy znajdujesz się pode mną. – odwrócił się do nas z wrednym uśmiechem.

- Przestań, ty zboczuchu! Co za fantazje nam opowiadasz? – momentalnie zrobił się cały czerwony i spuścił głowę.

   Brunet zaczął się śmiać. Powoli otworzył szafkę, wyjął szklankę i nalał coli. Wypił wszystko za jednym razem. Odstawił kubek i usiadł na blacie.

- Jestem Zayn. – zwrócił się do mnie. – Nazwisko podał ci nasz słodki Irlandczyk. Ty jak się zwiesz?

- Michael Clifford. – lekko się uśmiechnąłem.

- Będzie z nami mieszkał. – dodał Niall.

- Serio? Fajnie wiedzieć. Nie zamierzam trzymać go w swojej świątyni, czyli pokoju.

- Mogę spać nawet na podłodze w salonie. Nie zamierzam zajmować wam pokojów. Prywatność to jednak prywatność.

- Nie, po co? Masz dwie opcje. Albo będziesz gruchać z blondasem w jego łożu, albo będziesz drzemał na kanapie.

   Horan znów zaczął się rumienić.

- To chyba wybieram kanapę. Wygodna jest.

- Brałeś kiedyś? – zapytał Zayn. Był całkowicie poważny i uśmiechał się półgębkiem.

- Nie, czemu pytasz? – nie wiem, czy chciałem wiedzieć dlaczego.

   Brunet zeskoczył z blatu i podreptał do swojego pokoju. Westchnąłem głęboko. Jeśli przyniesie narkotyki, to nie wiem, czy chcę uczestniczyć w zabawie. Po prostu się boję. Wiem, że to uzależnia i to okropne. Czytałem książki o narkomanach. Wszyscy umierali dość szybko, nawet, jeśli byli na terapiach.

   Po chwili wrócił do nas z portfelem i woreczkiem z białym proszkiem. O nie. Nie chcę, żeby uznali mnie za cipę, że się cykam, ale też nie chciałem zbytnio próbować. Co, jeśli mi się spodoba? Prędzej czy później uzależnię się, a potem umrę z igłą w żyle…

- Pierwsza zasada tego mieszkania. Nie jesteśmy narkomanami, ale bierzemy dla przyjemności. Relaksu. Zawsze razem.

- A co, jeśli odmówię? – przygryzłem powoli dolną wargę i popatrzyłem Malikowi w oczy. Był tak bardzo pewny siebie, a w jego tęczówkach było widać, że zawsze postawi na swoim, więc moje pytanie było głupie i po prostu nie odpowiednie.

   Spróbuję. Raz. Pierwszy i ostatni. Nie może mi się przecież spodobać.

   Niall wziął woreczek, rozsypał zawartość na stolik, a Zayn podzielił go na trzy części kartą kredytową. Wyciągnął banknot i zwinął w rulonik.

- Kto pierwszy? Ja? – nie oczekiwał odpowiedzi. Pochylił się nad stolikiem i szybko wciągnął swoją porcję. Uśmiechnął się głupio, podając banknot Irlandczykowi. Obserwowałem go dokładnie. Bez skrupułów poszedł w ślady Malika, oddając mi banknot. Spojrzał na mnie i zakomunikował, że teraz moja kolej. Jego źrenice powoli zaczęły się rozszerzać. Oparł się o kanapę i zaczął chichotać.

   Nie spodziewałem się tego akurat po nim. Myślałem, że jest grzeczny i unika wszelkich nałogów. Zastanawiała mnie jedna rzecz. Czy to Zayn zaprowadził go w to gówno.

   Westchnąłem i rzuciłem spojrzenie na biały proszek. W końcu raz się żyje. Powoli pochyliłem się.

- Nie cackaj się z tym. Mam cię nauczyć jak wciągać? Oglądasz filmy? Bo to jest to samo. – razem z Niallem wybuchli śmiechem bez większego powodu.

   Ostrożnie przystawiłem rurkę do kreski, a po drugiej stronie swój nos i wciągnąłem jedynie połowę działki. Zaczęły łzawić mi oczy.

- Nie bądź cipa! Wciągaj resztę!

   Więc wciągnąłem. Wyprostowałem się i zacząłem kaszleć. Poklepali mnie po plecach, śmiejąc się.

- Czujesz? – wyszeptał mi do ucha Zayn. – Czujesz, jak świat zaczyna przyjemnie wirować? Czujesz, jak dragi wnikają w ciebie? No odpowiedz mi.

- Tak. – rzeczywiście zaczęło mi się kręcić w głowie, ale nie było to uciążliwe. Oczy zaczęły boleć, bo źrenice chciały być szersze, ale nie miały miejsca, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wszystko stało się tak bardzo jaskrawe i nawet bardziej kolorowe, niż było przed tym.

   Pokiwał delikatnie głową, zmierzwił moje włosy i po chwili milczenia zabrał głos.


- Witamy w naszym chorym gniazdku, Michael. 


7 komentarzy:

  1. OMG
    nie wiem, od czego zacząć komentarz, tyle się dzieje. XD
    fajnie, że Miley uzgodnił wszystko z ciotką, będzie go pewnie wyciągać z narkotyków, haha. nie no, myślę, że nasz bohater się w to nie wciągnie (uh, wciągnie to chyba nie za dobre słowo w tym wypadku, tak też mam problem z doborem słów, haha)
    ZAAAAYN! tak go sobie
    wyobrazilam takiego zaspanego, ahhhh. perfekcja!
    Ziall is real hahah, jejku Niall jest taki słodki i się rumieni i w ogóle oh and ah *____*
    Ale to jednak bad boye, haha. jestem ciekawa, jak to wszystko bedzie wyglądać, wszyscy domownicy na haju LOL, tu się może wydarzyć wszystko :D
    pozdrawiam, czekam na nexta, hej! X @LovinSummerRain

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju świetne! jak zawsze!
    wzruszyłam jak rozmawiał z ciocią, beka była jak go wrzucił do fontanny no i końcówka OMG CHCĘ KOLEJNY ROZDZIAŁ, MICHAEL TY ĆPUNIE XDD @holumncood

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:31 PM

    Nie no! Michael stop! Jeszcze narkotyków mu brakuje...egh no ale nie ważne. Rozdział bardzo fajny i czekam na następny :)
    @awhmyboyzz

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy6:45 PM

    myslalam, ze niall bedzie taki grzeczny, uroczy i wgl a Zayn troche chamski a okazalo sie ze jest inaczej. zaskoczylo mnie to. oczywiscie pozytywnie. (: swietny rozdzial, nie moge doczekac sie kolejnego, gdyz 'wciągnelo' mnie to ff, haha. <3 ILY

    OdpowiedzUsuń
  5. No nieźle :'D
    Po pierwsze, stwierdziłam, że nie umiem pisać motywujących komentarzy, ale co tam xD
    A po drugie... Łał, dziewczyno, nie przestajesz zaskakiwać. Z jednej strony cieszę się, że Mikey odnalazł swoją ciocię i ona go pamięta, bla bla bla, ale z drugiej podoba mi się to, co dzieje się w mieszkaniu chłopaków. A rozdział ogółem świetny, oby tak dalej. ^^
    Życzę weny i czekam na kolejny ❤️
    ~ Cat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! :)
    Zapraszam na mojego bloga o Ashtonie :3
    http://mysteryabcderf.blogspot.com/2014/08/rozdzia-3.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahah,wyobrażam sobie wkurzenie Horana.
    Dobrze,że Mike spotkał ciocię,to jakiś postęp.
    Z brania narkotyków wraz z Zaynem i Niallem nie wyniknie nic dobrego hah.

    OdpowiedzUsuń