sobota, 12 lipca 2014

ROZDZIAŁ CZWARTY

Po ciężkich dwóch tygodniach wracam do was z kolejną częścią, yaay! Nie będę was okłamywać, obijałam się i dopiero w ten czwartek(właściwie to po północy już) wpadłam na pomysł jak rozwinąć pomysł, a więc zabrałam się za to i bum, po dwóch prawie nie przespanych nocach w końcu jeeeeest!

Na samym początku muszę wyjaśnić pewną rzecz, która jest dość ważna i to nie jedyny rozdział w tym stylu. Ashton’s POV (Ashton’s point of view = z punktu widzenia Ashtona). Może nie wszyscy wiecie o co chodzi, co znaczy dokładnie zagadnienie, a więc pragnę wam to po prostu przetłumaczyć. Mówiąc krócej, tą część będę to pisać jako Ash, nie Mike
.
Myślę, że się wam spodoba i omg, przepraszam za tak długą przedmowę, haha.

ENJOY! Czytasz= komentujesz







Ashton’s POV



   Z uśmiechem wyszedłem z domu i udałem do bramy, zakładając słuchawki na uszy. Miałem iść z Calumem na kawę. Chcieliśmy porozmawiać o sprawie, ale to w sumie był też pretekst, żeby się z nim zobaczyć. Nie byliśmy w tak dobrych stosunkach jak ja i Mike, ale czasem się widywaliśmy, sporo rozmawialiśmy i chyba uważam go za przyjaciela. Może nie mieliśmy aż tak dużo wspólnego, ale wynika to z tego, że nie poznaliśmy się jeszcze na tyle dobrze. Wiem, że lubi rysować, jego ulubionym kolorem jest  jasny zielony i żółty, woli kawę od herbaty i nie zbyt lubi koty, w czym go popieram. Lubię tego chłopaka. Jest naprawdę fajny. Ale czuję, że się zmienił i nie wiem czemu.

   Mój pupil zaczął plątać się pod moimi nogami, przez co nie mogłem iść normalnie. Nie chciałem zgnieść go moją ogromną stopą. Uklęknąłem przed nim, pogłaskałem i zakomunikowałem, że wieczorem przyprowadzę mu kolegę. Kolegę Caluma. Ja będę zadowolony, mój pies też i wszyscy jesteśmy szczęśliwi.

   Wolnym krokiem szedłem przed siebie, kiwając głową w rytm muzyki. Gdybym wziął ze sobą pałeczki, to pewnie śmietniki, które stały kilka metrów przede mną, posłużyłyby mi za perkusję. Znalazłoby się jakiś garnek w kontenerze i możemy założyć zespół! Albo i nie…

   Uśmiechnąłem się do siebie na samą myśl o dzisiejszym dniu. Najpierw pójdziemy na kawkę, gadu gadu, potem do mnie na jakiś film, zrobimy górę popcornu i jak dzieci będziemy sobie wpychać w buzię (Popcorn). Jako gentleman pozwolę wybrać mu film, zgaszę światło, albo się pośmiejemy, albo popłaczemy i… czy ja planuję randkę, czy spotkanie z kumplem?

   Zatrzymałem się i powoli podniosłem głowę. Wysoki mężczyzna o blond włosach i intensywnie zielonych oczach zagradzał mi drogę. Zamrugałem kilka razy, ściągnąłem słuchawki i grzecznie zapytałem, czy może się trochę odsunąć, gdyż chodnik był wąski, a nie miałem ochoty spotkać się z samochodem, tylko Calumem.

   Znałem go. Może widziałem go tylko raz na żywo, ale dobrze się mu przyjrzałem. Ojciec Michaela, który nie posiada imienia. Znaczy pewnie jakieś ma, ale nigdy mi nie mówił jakie.

- Gdzie jest mój syn? – zapytał wprost. Uniosłem brew do góry i otworzyłem buzię na znak, że chcę coś powiedzieć, ale mnie wyprzedził. – Gdzie do cholery jest mój syn?

- Woah, proszę pana, spokojnie. Ale o jakiego syna panu chodzi? – byłem świadkiem jak żyłka pęka w jego oku.

   Miałem poczucie winy, że nie potrafiłem uchronić mojego przyjaciela przed tym człowiekiem. Wiedziałem dobrze co się dzieje. Zawsze przychodził do mnie i próbowałem mu pomóc, najbardziej jak tylko mogłem, ale to nie wystarczyło. Teraz jest duża możliwość, że już nie wróci. Że ułoży sobie życie w innym mieście, będzie szczęśliwy, znajdzie nowe towarzystwo, a o mnie zapomni. Nie chciałem go tracić.

- Jesteś głupi czy takiego udajesz? – zapytał lekko zirytowany.

- Czy. – wyszczerzyłem zęby. Chyba poszła druga żyłka. Nie bałem się go, nie może mi przecież nic zrobić, ale nawet jeśli, to potrafię się obronić. Nie jestem aż taki słaby.

- Gdzie on jest? – wycedził przez zaciśnięte zęby. Widziałem, jak zaciska ręce w pięści. Moje ciało zaczęło się napinać. Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze nosem.

- Nie pana sprawa. – odpowiedziałem cicho, niskim i zachrypniętym głosem. Chciało mi się śmiać, to jak scena w filmie.

- Właśnie, że moja  sprawa. To mój syn.

- Tak? To dlaczego się pan nad nim znęcał? Dlaczego bił pan jego matkę? Dlaczego nie da mu pan po prostu teraz odejść? Dlaczego nie da pan mu żyć normalnie? Dlaczego nie pozwoli mu pan być szczęśliwy? Dlaczego?

- To nie twoja sprawa.

- A właśnie, że moja. Michael to mój przyjaciel i nie oszuka mnie pan teraz. – przekręciłem głowę w lewo i głęboko westchnąłem. Działał mi na nerwy, a nie mam ochoty teraz wybuchać.

- Gdzie on jest do cholery?! – podniósł rękę i zamachnął się na mnie. Zasłoniłem się, ale nie doczekałem ciosu. Spojrzałem na niego. Stał jak wryty w ziemię, a jego rękę trzymała ciemna dłoń. Zmarszczyłem brwi i czekałem.

- Nie myślałem, że jest pan na tyle odważny, żeby krzywdzić więcej osób. – zza jego ramienia wyłoniła się głowa Caluma. Lekko się uśmiechnąłem. Głównie dlatego, że cieszę się, że go widzę. Zawsze tak na mnie działał. On i Michael. Kiedy się widywaliśmy, uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Teraz mam tylko jeden żywy powód do uśmiechu i jest nim Hood. 

- Puść mnie. – rzucił przez zaciśnięte zęby Pan Clifford.

- Pod jednym warunkiem. Zostawi pan nas i Michaela w spokoju. – powiedziałem z uśmiechem.

   Pokiwał głową, a Calum go puścił. Zdenerwowany ominął mnie i odszedł.

- Dziękuję. – przybliżyłem się do niego z szerokim uśmiechem.

- Nie ma sprawy. Czułem, że coś się stanie, więc postanowiłem podejść pod ciebie.

- Mój ty bohaterze. – zachichotaliśmy. – To co, idziemy na tą kawę?

- Taak. – ruszył przed siebie. Dogoniłem go i dorównałem kroku. Jak to jest, że nawet kiedy się denerwuje jest taki uroczy? Jak to jest wyglądać i zachowywać się jak mały, słodki kotek, a po chwili wyglądać jak bóg seksu - książka napisana przez Caluma Hooda.

   Nie jestem pewny, czy był zły dlatego, że ojciec szuka naszego przyjaciela, czy dlatego, że mnie zaatakował. Nie miałem zamiaru o to pytać, ale skrycie myślałem, że druga opcja jest poprawna.

   Poznaliśmy się trzy lata temu. To wszystko przez Clifforda, jak wspomniałem wcześniej. Po prostu przyprowadził go do mnie, przedstawił nas sobie i kazał rozmawiać. Poszedł grać na mojej konsoli w moje gry, a Caluma zostawił mi. Za pierwszym razem wymieniliśmy tylko kilka zdań, bo brunet był bardzo nieśmiały i nie zbyt rozmowny, ale nie miałem mu tego za złe. Był w całkiem obcym domu - widać było, że się krępuje. 

   A teraz? Teraz jest wredny i czasem nawet chamski. Wydaje mi się, że Mike tak na niego wpłynął, co mi nie przeszkadza. Mogliśmy we trójkę być wrednymi.



***



   Usiedliśmy na ławce w parku. Upiłem łyk kawy i postanowiłem się odezwać.

- Ej, Cal?

- Hmm? – spojrzał na mnie również popijając swoje cappuccino.

- Wiesz, co z Michaelem? – zapytałem trochę niepewnie. Zdałem sobie sprawę z tego, że on właściwie może nie wiedzieć wszystkiego.

- Co ma być? Uciekł i pewnie dobrze mu to zrobi.

- Ty wiesz.

- Oczywiście, że wiem. Moja łazienka posłużyła mu za salon fryzjerski i jeszcze mnie zbeształ, że mam małego. Karygodne.

- Wielki to za pewne nie jest.

- Na pewno większy niż twój. – jego policzki poróżowiały. Parsknąłem śmiechem i przewróciłem oczami.

- Chcesz się przekonać? – posłałem mu zawadiacki uśmieszek.

- Ashton! – zachichotał. – Rozmawialiśmy o naszym koledze przygłupie.

- Koledze przygłupie? Może zaczniemy mówić do niego Gordon? – wybuchliśmy śmiechem, ale po chwili nastała ta niezręczna cisza. Wiedziałem, że Hood jej nie przerwie. Nigdy nie zaczyna sam rozmowy i nie odzywa się pierwszy. Tu nie chodzi o dumę, a o nieśmiałość.

   Odwróciłem głowę w jego stronę i przyjrzałem się dokładnie jego twarzy z profilu. Obserwował z lekkim uśmiechem dwójkę dzieci bawiących się przy fontannie. Delikatnie marszczył swoje dość gęste brwi. Powoli spuścił wzrok i westchnął. Jego oczy były po prostu idealne. Tak bardzo głębokie i intensywne, czyste. Patrzenie w nie dawało wrażenie spadania w przepaść bez końca.

   Posiadał dość delikatne rysy twarzy, a kiedy się uśmiechał, jego policzki robiły się okrąglejsze. Kiedy się śmiał, unosił lekko ramiona do góry i mrużył powieki, marszcząc przy tym nos, na który zawsze narzekał. Mówił, że jest za szeroki, za duży, a ja zawsze zaprzeczałem, chociaż czasem śmiałem się z niego z tego powodu. Na szczęście nigdy nie brał tego do siebie i wiedział, że to po prostu żart.

- Ash, co z tobą? – położył doń na moim policzku, a potem delikatnie uderzył. Zaśmiał się. – Wyglądasz, jakbym obudził cię ze snu.

- Co? – kiedy myślałem, co nie zdarzało się za często, a ktoś zechciał mnie wyrwać z „transu”, po pierwsze - nie wiedziałem co się dzieje, a po drugie - była duża prawdopodobność, że powrócę do świata moich splątanych myśli jak kabel od słuchawek.

- Stary, wracaj do świata żywych. – ciągle się śmiał i trzymał dłoń na moim policzku. Patrzył prosto w oczy. Zesztywniałem i znowu poczułem, że po prostu spadam. Otworzyłem usta, ale po chwili je zamknąłem. Odruchowo przybliżyłem się do niego. Szybko zabrał rękę i podrapał się po głowie, a ja odsunąłem się. Hamuj Irwin, hamuj – Martwię się o niego.

- Dlaczego?

- Boję się, że skończy na ulicy i będzie musiał żebrać o pieniądze. Boję się, że spotka go tam więcej złego niż tu. – spuścił głowę. Pokazał mi swoją koleją stronę. Troskliwy i martwiący się o bliskich. Tak bardzo chciałem zapewnić, że sobie poradzi i wszystko będzie w porządku, ale sam w to nie wierzyłem.

- Powiedziałem, że mu ufam. Jest mądry. Podjął decyzję i jedyne, co możemy zrobić, to po prostu czekać.

13 komentarzy:

  1. HOLY PIZZA, W KOŃCU ROZDZIAŁ! :D
    Jeeeeeeeezu, wiesz, jakie mam teraz Cashton feels? i to ja, która zawsze ma tylko Cake feels, no kurde. haha.
    słodko się zrobiło, ale oni coś tam ten no ekhm? hah
    czytam, że ulubionym kolorem Caluma jest zielony i żółty i autentycznie widzę go w tym jego superbohaterskim kostiumie (+ mam na sb właśnie zielono-zołtą koszulkę - to juz nie jest przypadek, lmao)
    ojciec Mikeya to jakis ostatni oszołom, ugh. no, ale co poradzić, miejmy nadzieję, że nie uszkodzi ani syna, ani reszty paczki. cóż mogę więcej napisać.. czekam na nexta, weny życzę + cieszę się,że piszesz również z innych perspektyw. (: pozdrawiam, hej! x @LovinSummerRain

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę z tego "holy pizza", chyba od dzisiaj zacznę tego używać, jeśli mi pozwolisz hahah XD
      Ja wiem, ja wiem o co chodzi z feels, sama miałam mega, kiedy to pisałam, a potem poprawiałam XD (jestem Cashton shipper, więc moje serce powoli nie wytrzymuje). Jesli chodzi o to, czy będą razem, czy nie, to już nie mogę zdradzić.
      A wiesz, że specjalnie napisałam z tymi kolorami? lol
      Jeśli chodzi o wątek z ojcem, to cóż, pojawi się jeszcze kilka razy i myślę, że trochę was potem zaskoczę
      Dziękuję za tak pozytywną opinię! Buzi xxx

      Usuń
  2. Anonimowy8:42 PM

    Jeju, tyle czekałam! Nareszcie. Jak zwykle się nie zawiodłam! Haha, ale się ciekawie zapowiada. Czekam na kolejny i zyczę weny. @adavaka
    p.s czekam na jakis wątek z michaelem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy9:16 PM

    Ooo jejku....ale mam Cashton feels *-* no ja uwielbiam tą dwójkę razem!
    a ten ojciec Michaela to jakiś ostatni ..... już nie powiem co.tak bardzo szkoda mi Michaela :c
    no ale cóż - czekam na następny i weny życzę :)
    @awhmyboyzz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czytałaś poprzednie części, to wiesz jaki on jest, cóż.
      dziękuję, buzi xxx

      Usuń
  4. Finally!
    Cieszę się, że napisałaś z perspektywy Pchły ;') Równieź cieszę się, że to nie będzie jedyny raz, ale mam jednak cichą nadzieję, że następny będzie pisany już s perspektywy Mikey'a, bo martwie się o chłopaka, no! :'D Rozdział wyszedł Ci hmm, taki słodki. Aż polubiłam Cashtona, a do tej pory nie byłam za bardzo za tą dwójką :>
    Życzę weny i czekam na kolejny rozdział xx @Cat_KMZD

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło mi czytać, że ludziom podoba się ta perspektywa, bo, tak jak pisałam w przedmowie, było mi strasznie trudni i pisałam to w dwa dni xD
    Następne rozdziały będą już jedynie z jego perspektywy, tylko później będzie jeden z Luke's POV, oops, spojler.
    Cieszę się, że ktoś popiera mój ship. Najpierw bałam się wprowadzać jakiekolwiek wątki miłosne, ale w sumie wszyscy nie mają nic przeciwko, a więc mam plan
    W każdym razie, dziękuję za opinię. Buzi! xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi się podoba @SilverBooBear

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy12:30 AM

    "mój ty bohaterze" przebiło wszystko haha >>>>>
    jesteś najlepsza, kocham to fanfiction ♥ @PolishPotato1D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham ten blog on jest taki "inny" (ale w pozytywnym sensie ) :3
    Życzę dużo weny, udanych wakacji i miłych komentarzy <3
    Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:32 PM

    O MÓJ BOŻE O MÓJ BOŻE
    O
    O M
    O MÓ
    O MÓJ
    O MÓJ B
    O MÓJ BO
    O MÓJ BOŻ
    O MÓJ BOŻE
    O MÓJ BOŻ
    O MÓJ BO
    O MÓJ B
    O MÓJ
    O MÓ
    O M
    O
    KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ!
    CAŁY ROZDZIAŁ MIAŁAM UŚMIECH NA TWARZY I CIESZĘ SIĘ, ŻE TO NIE JEDEYNY ASHTON'S POV ROZDZIAŁ AWH CASHTON, MOJA SŁABOŚĆ, SZYBKO PISZ KOLEJNY GUMISIU ♥♥
    @holumncood

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy6:34 PM

    to jest super !! Nie mogę sie doczekać co będzie dalej ;) @karolina271d

    OdpowiedzUsuń
  11. "Jak to jest wyglądać i zachowywać się jak mały, słodki kotek, a po chwili wyglądać jak bóg seksu - książka napisana przez Caluma Hooda." - przeczytałabym,serio. Naprawdę,jak on to robi?
    C-A-S-H-T-O-N. Prawie był pocałunek,szkodza,że "prawie". ^^
    Ojciec Michaela jest powalony,dobrze,że wbił Calum jak superbohater!

    OdpowiedzUsuń