niedziela, 3 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Przepraszam, że część wstawiam dziś, a nie wczoraj, ale po prosu chuj wziął moją motywację i pomysły, rozmyślałam też nad zawieszeniem ff, bo komentarzy jest coraz mniej, jak i wyświetleń, także bardzo was proszę o szczere opinie.

Czytasz = komentujesz.

ENJOY!





   Obudziłem się z bólem głowy. Powoli otworzyłem oczy i zastanowiłem, co robiłem ostatniego wieczora.
   No tak, naćpaliśmy się, Niall biegał nago po domu, a ja „zamawiałem” pizzę (flirtowałem z dziewczyną przy telefonie i pytałem, czy do pizzy zamiast sosu mogą dorzucić ją). Najśmieszniejsze w tym jest to, że pamiętam dokładnie każdy ruch. Cóż, nie zaprzeczę, było zabawnie. A Horan ma małego.
   Powoli usiadłem. Na stoliku leżały ubrania, na nich czysta bielizna, ręcznik, kartka i klucz. Wziąłem papier do ręki i przeczytałem krótką notatkę :

Jesteśmy w pracy. Mam nadzieję, że ciuchy będą na ciebie dobre. Jeśli chcesz coś zjeść, to nie krępuj się, korzystaj z lodówki ile chcesz(tylko spierdalaj od produktów z napisem „NIALL” bo to MOJE), ale pamiętaj o uzupełnieniu jej później. Aha, jeszcze jedna rzecz. Fajne włosy : )  ~ Niall.

   Położyłem dłoń na głowie, upewniając się, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie wiem o co mu chodzi, więc wstałem, wziąłem ubrania i ręcznik, i udałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro. Upuściłem to, co miałem w rękach.

   Moje włosy były niebieskie.

   Potarłem oczy pięściami, może coś mi się przywidziało. Moje, jeszcze wczoraj czarne, włosy były koloru nieba. O. Mój. Boże.

   Na lustrze wisiała jeszcze jedna karteczka.

Nie wiń nas, sam wyszedłeś z mieszkania po farbę, a kiedy wróciłeś – sam zmieniłeś kolor. Miłego dnia, kolego  ~ Zayn : ) xx

   „: ) xx” ? Sekta jakaś, czy?

   Westchnąłem, rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Miałem nadzieję, że szampon i woda zmyją ten kolor. To tylko głupi żart, to skutki uboczne ćpania z tymi debilami.

   Wytarłem się ręcznikiem, ubrałem białe bokserki, czarne spodnie i szarą bluzę wkładaną przez głowę. Podwinąłem rękawy i poszukałem szczotki oraz suszarki. Kiedy je znalazłem, ogarnąłem włosy i, ku mojemu (nie) zdziwieniu, były jeszcze bardziej niebieskie niż przedtem. KURWA MAĆ.

   Złożyłem swoje ubrania w kosteczkę, wyszedłem z łazienki i położyłem je na kanapie. Potem złożyłem też koc. Spojrzałem na zegarek. 8:30. Miałem przyjść na śniadanie, więc chyba powinienem teraz wyjść.

***

   Po kilku minutach gubienia się w mieście i pytania przechodnich o drogę, dotarłem do mieszkania cioci i wujka. Ciekawi mnie ich reakcja na niebieską głowę. Będę musiał powiedzieć, że to był mój pomysł. Przecież nie przyznam się, że ćpałem. Jeszcze mnie wychłostają, czy coś w tym stylu.

   Otworzyła mi Rose z szerokim uśmiechem na twarzy. Włosy miała ściągnięty w niski kucyk, a ubrana była w czarne spodnie i czerwono-czarną koszulę, myślę, że flanelowaną.

- Dzień dobry. – powiedziałem cicho, a ona pokiwała głową, po czym otworzyła szerzej drzwi. Wszedłem do środka. Uściskała mnie i zaprowadziła do kuchni.

- Hej, wujku.

   Podniósł na mnie wzrok, uśmiechnął się i kiwnął głową, żebym usiadł.

- Miałeś nam coś powiedzieć. –  powiedziała ciocia. Miała delikatny głos, typowo kobiecy, ale kiedy krzyczała, każdy się jej bał.

- Ojciec nas bije.

   Cisza. Nie wiem, czy chcieli słuchać tej historii ze szczegółami.

   Wpatrywali się we mnie z szokiem wymalowanym na twarzach.

- Jak to?

- Kiedy pokłóciłaś się z mamą. To znaczy, w ten sam dzień to się zaczęło.

- Boże, przecież byłyśmy skłócone tyle lat. – z trudem powstrzymywała łzy. Ja nie miałem z tym problemów. Nauczyłem się być nie czuły i jeśli już płakałem, to tylko w wyjątkowych sytuacjach(pomijając dzień, kiedy poznałem Luke’a). Jedyny temat, który mnie poruszał, to właśnie temat ojca. Często starałem się bagatelizować wszelkie sprawy, tą chyba najbardziej. Starałem się widzieć to, co chcę. Tyle. To była wystarczająca ucieczka od rzeczywistości.

- Wiem. Przychodził pijany do domu, krzyczał na matkę, a jeśli miał humor, a raczej go nie miał, to ją bił, później mnie. Raz wylądowałem w szpitalu z poobijanymi żebrami. – spuściłem głowę. – To w sumie nie wszystko…

- Jak to „nie wszystko”? – Marcel z hukiem położył dłonie na stole i zamknął oczy, biorąc głęboki oddech. Wypuścił powietrze ustami.

-Hm, powiem to tak, jakby stwierdził psycholog. Wykorzystywał mnie seksualnie, kiedy byłem młodszy. – schowałem głowę w rękach. Opowiadanie o moim ojcu było bolesne, bo każde wspomnienie związane z nim nie jest dla mnie ciekawe. Nienawidzę wracać do przeszłości i rozmawiać o niej, ale nie da się jej zapomnieć.  Trzeba żyć ze świadomością tego, co się przeszło, ale za każdym razem czuję się jak śmieć, wracając myślami do niego.

   Ciocia Rose przytuliła mnie mocno, a ja odwzajemniłem uścisk, opierając czoło o jej ramię. Poczułem otępienie. Nie smutek, ani żal, a upokorzenie, które przerodziło się w złość. Chęć zemsty.

- Michael? – zaczął Marcel. – Pamiętaj, że masz nas i zawsze ci pomożemy. Możesz zwracać się do nas ze wszystkim. Możesz z nami zamieszkać. Będziemy cię chronić, bo jesteś naszą rodziną, zależy nam na tobie i bardzo cię kochamy. – popatrzyłem na niego, po czym delikatnie się uśmiechnąłem.

- Dziękuję. Ja też was kocham.

   Wstał, podszedł do nas i mocno przytulił.

   Zawdzięczam im tak wiele. Gdyby nie oni, pewnie bym tu nie przyjechał, nie uwolnił się od ojca i nie 
poznał Nialla z Zaynem. Zmieniło się dużo. Właśnie przez nich.

   Chociaż jestem tu od wczoraj, to czuję się o wiele lepiej.

   Odsunęli się. Wujek poklepał mnie po głowie, zachichotał i usiadł na miejscu. Rose wstała i udała do szafki. Wyjęła trzy talerze, rozłożyła na stole, a potem doniosła jeszcze kilka z warzywami, chlebem, serem i jakąś szynką. Postawiła pomidory blisko mnie. Fuj. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy jedzą pomidory. Już sam widok ich przyprawiał mnie o mdłości. Do tego były takie wodniste i te pestki w środku. Kto to wymyślił? Pomidory są o c h y d n e.



   Jedliśmy spokojnie śniadanie, rozmawiając, kiedy ktoś zaczął gwałcić drzwi swoją pięścią, to znaczy, walić w biedny kawałek drewna z całej siły, co nazywa się gwałtownym pukaniem.

- Może jestem nienormalny, ale wydaje mi się, że ojciec mnie szuka i przylazł tu. – położyłem połowę kanapki na talerzu.

   Ciocia wstała, powoli podeszła do drzwi i spojrzała w wizjer, czy tam judasz. Dlaczego judasz? Naprawdę nie ogarniam logiki ludzi wymyślających takie rzeczy.

- Michael, schowaj się na balkonie, teraz.

   Czyli to był on.

   Marcel zerwał się na równe nogi i zaprowadził mnie do salonu, po czym otworzył balkon. Wyszedłem za zewnątrz i schowałem za kwiatkiem. Myślę, że to dobry pomysł.

   Wujek zamknął balkon i uchylił okno. Dobrze, będę mógł słuchać.

   Na początku było cicho, ale po jakimś czasie usłyszałem, jak mój ojciec krzyczy na ciocię, a Marcel na niego.

- Gdzie do cholery jest mój syn?

- Tu na pewno go nie ma. – odparła spokojnie Rose.

- Nie kłam!

- Zostaw moją żonę.

   Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Znienawidzę go jeszcze bardziej, jeśli ich skrzywdzi. W końcu zrobili mu tyle, co nic. Powinien zrozumieć, że uciekłem od niego i prędko nie wrócę. Będę uciekał do tej pory, do póki nie uwolnię się od niego na zawsze.

   Marcel i mój ojciec zawzięcie na siebie krzyczeli. Potem wtrąciła się Rose i obydwoje ucichli.

   Znów nie do końca wiedziałem co się dzieje.

   Kroki. Najpierw słabo je słyszałem, ale po jakimś czasie zbliżały się. Wstrzymałem oddech.

   Huk.

   Krzyk Marcela.

- Czy ty nie rozumiesz, że nie ma u nas Michaela? Po co miałby tu przyjść? Jesteś nienormalny! Wynoś się z mojego domu!

   Trzask drzwiami.

   Powoli wstałem i upewniając się, że poszedł, zapukałem do okna. Ciocia podeszła i otworzyła drzwi balkonowe. Od razu mocno mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze.

   Nie, nic nie będzie dobrze.

***

   Po kilku godzinach spędzonych w mieszkaniu mojej „nowej rodziny”, napchany wszelkim jedzeniem, tylko nie pomidorem, szedłem przez park. Powoli mi się to znudziło, więc usiadłem na pierwszej lepszej ławce.

   Ciągle o nim myślę. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że ten chłopak utknął w mojej głowie. Widzieliśmy się tylko raz.

   Zastanawia mnie tylko jedno. Czy gdybym nie uciekł do Dover, to moglibyśmy się do siebie zbliżyć? Zaprzyjaźnić? Pewnie tak. I to mnie boli. Luke chciał być moim przyjacielem, a ja zachowałem się jak dupek i go zostawiłem. Mogłem wziąć go ze sobą, albo zostać właśnie dla niego.

   Czy on mnie potrzebuje? Nawet jeśli, to ja potrzebuję go bardziej.

   Westchnąłem i rozejrzałem się dookoła. Kilka ławek obok siedziała blondynka z puszką jakiegoś napoju w dłoni i wzrokiem wlepionym w ekran telefonu. Zaraz. Czy ja jej przypadkiem nie znam? Wstałem i ruszyłem w jej stronę. Dziewczyna podniosła głowę i popatrzyła w niebo. Delikatnie marszczyła nos.

   Podszedłem do niej i odchrząknąłem. Jeśli to nie ta laska, która robiła mi makijaż, to zagram, że się pomyliłem.

   Podniosła wzrok na mnie. W jej zielonych tęczówkach widniała ciekawość. Powoli odgarnęła niebieską grzywkę i uniosła brwi do góry.

- Hej. – odezwałem się. To ona. Znaczy, tak mi się wydaje. To jest tak, że jestem czegoś pewny, a potem okazuje się, że mój ogromny mózg wielkości orzeszka, myli się.

- Erm, czy my się znamy?

   Usiadłem obok niej z szerokim uśmiechem. No to teraz jedziemy. Faza pierwsza! Nie, żart.

- Jestem Michael, poznaliśmy się kilka dni temu w kawiarni. Robiłaś mi makijaż. Poprosiłem cię, żebyś doprowadziła moją twarz do porządku.

- Oh, powiedzmy, że pamiętam.

- No, to… Jak masz na imię?

- Roxanne. – delikatnie się uśmiechnęła. – Ale mów mi Rox.

- Wolę pełne imię. Podoba mi się bardziej. Ja jestem Michael.

- Dobra, mów jak chcesz. Co tu robisz? W sensie, jeszcze kilka dni widziałam cię w Londynie, a teraz dziwnym trafem widzę cię w Dover. Śledzisz mnie? – zmarszczyła podejrzliwie brwi. Parsknąłem śmiechem.

- Powiedzmy, że się przeprowadziłem ostatnio. A ty, co tu robisz?

- Przyjechałam głównie do babci.

   Pokiwałem głową.

   Co ja mam teraz robić? Po jakiego chuja do niej polazłem? Nie mam rozrywki, będę zarywać do dziewczyny, która pewnie jest ode mnie starsza i widzi mnie drugi raz w swoim życiu.

- Tak właściwie, to ile masz lat? – może jestem głupi, ale na tyle mądry, żeby upewnić się, czy nie jest stara. Chociaż wyglądała na młodą, to oglądałem program, gdzie jakieś stare pierniki wyglądały jak nastolatki. Co, jeśli ma jakieś trzydzieści lat, a z makijażem wygląda na mój wiek?

- Za kilka miesięcy kończę szesnaście, a ty?

   Nieźle. Pozwalam samemu sobie działać.

- W sumie też za jakiś czas skończę szesnaście. – chciałem powiedzieć, że osiemnaście, ale obiecałem sobie, że już nie będę kłamać.

- Fajnie.

- Wiesz co? – może uda mi się ją poderwać. Użyję swoich najlepszych tekstów.

- Hmm? – znów wlepiła wzrok w telefon. Co za maniak.

- Spotkałem ostatnio dżina. Mógł spełnić moje jedno życzenie. Dał mi do wyboru nadludzką pamięć, albo ogromnego penisa.

   Roxanne popatrzyła na mnie jak na debila. Miałem wrażenie, że zaraz wyciągnie gaz pieprzowy z plecaka i pryśnie mi nim prosto w oczy, poczeka, aż upadnę i uderzy mnie w moje cudnowne przyrodzenie.

- Z grzeczności zapytam, co wybrałeś.

- Szczerze, to nie pamiętam. – posłałem jej zawadiacki uśmiech i poruszyłem wymownie brwiami.
- Nie chcę cię martwić, ale to znam. – uśmiechnęła się uroczo. – Ej, Mike, zagrajmy w Titanica. Będziesz górą lodową, a ja zejdę w dół. To też znam.

   Zgasiła mnie. Teraz byłem ogniem, a ona jebaną gaśnicą.

- Nienawidzę, kiedy ktoś próbuje poderwać dziewczynę takim sposobem. Plus mam faceta. – wstała i założyła plecak na jedno ramię. – Dowidzenia, Michael. – i odeszła. Jak zwykle. Mogłem się tego spodziewać.

   Wstałem i postukałem się po czole.

- Zły Gordon, zły. – powiedziałem sam do siebie i ruszyłem.

   Nienawidzę swojego drugiego imienia. Nie mam pojęcia, czemu przedstawiłem się Luke’owi właśnie tak. Może Gordon to moje złe alter ego? To ma sens. Michael jest fajny, mądry, przystojny i zajebisty. Gordon to skurwiel. Zły, niedobry, kłamca. Przesadziłem. Ukrywa prawdę, nie jest  kłamcą.

   Po drodze do domu skoczyłem jeszcze po kawę. Nie spotkałem tam żadnej miłej blondynki, ani Roxanne, chociaż dałbym dużo, żeby móc spotkać się z nią znowu. Nie chodzi mi o randkowanie, bo miała kogoś i nie pociągała mnie w ten sposób, ale mógłbym się z nią zadawać. Przecież przyjaźń damsko-męska istnieje. Pomińmy fakt, że prędzej czy później ktoś zaczyna coś czuć. Polubiłem ją i żałuję, że próbowałem ją poderwać.

   Kawiarnia była blisko bloku, więc w krótkim czasie pokonałem dystans.

   Wspiąłem się po schodach, wyjąłem klucze, otworzyłem drzwi i wszedłem do mieszkania. Na kanapie siedział Niall i Zayn z piwem w ręku. Uśmiechnęli się do mnie. Malik wstał i otworzył usta. Wyprzedziłem go.


- Macie jakiś towar?

9 komentarzy:

  1. Anonimowy3:03 PM

    Ale genialny! I ten "zły Gordon" ale niech Michael nie wciąga się w jakieś gówno... jejku uwielbiam ten ff! Bardzo fajnie go piszesz. Czekam na następny!
    @awhmyboyzz

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahah, Jezu, mam nauczkę, żeby nie czytać ff przy rodzinie. Zaczęłam się cieszyć i śmiać do telefonu, gdy Mikey flirtowal, a raczej próbował to zrobić. Przy tekście o jebanej gasnicy wybuchłam i tata posadza mnie teraz o nie wiadomo jakie rzeczy lub o zaburzenia psychiczne, ale pominmy to. XD
    niebieskie włosy? Niech się chłopak cieszy, że nie pomarańczowe, haha. Zgadzam się co do kwestii pomidorów, są niedobre, ugh.
    Ten ojciec ma jakiś radar namierzajacy Michaela czy ki diabeł? i mam nadzieję, że pojawi się Luke (:
    Ziall jako cpuny - jaram się jeszcze bardziej XD
    rozdział świetny, jak zawsze :D pozdrawiam, hej! @LovinSummerRain x

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy9:33 PM

    swietny rozdzial. (((: XD czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czytać Twoje ff, nie zawieszaj go :)
    Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy6:23 AM

    Super!
    Naprawde świetne ff.
    Kocham to <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy6:40 PM

    Mój ukochany ff o Mike'u <3
    Rozdział świetny, jak zawsze.
    Martwi mnie to, że jego ojciec jest w mieście. ://
    Też nie cierpię pomidorów xd
    Czekam na next. Błagam, nie zawieszaj :c
    A. xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwsze, po prostu nie możesz zawiesić bloga, jest cudwony, jeden z najlepszych, jakie czytałam.
    Końcówka najlepsza, hah. W sumie to dobrze, że Mikey tak się otworzył przed swoją rodziną, ale znowuż ten jego ojciec... Mam nadzieję, że Michael nie stanie się uzależni od ćpania, chociaż w sumie... Dobra, już się nie odzywam :'D
    Czekam na kolejny i mam nadzieję, że jednak go nie zawiesisz :)
    ~ Cat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Eww,myślałam,że Mike użyje swojego najbardziej znanego tekstu: "Ładne buty,chodź..."
    Niebieskie włosy Michaela - lubię to!
    "A Horan ma małego." - co hahhahhah.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy12:55 AM

    Boże dziewczyno
    spaczasz mój umysł ( o ile jeszcze się go da spaczyć )
    Kocham to ff <3
    Niall ćpunem to takie niepojętne
    Ari <3

    OdpowiedzUsuń