Witam!
Przypominam, że ciągle możecie zgłaszać się na roleplay. Co prawda, brakuje nam tylko jednej (ewentualnie trzech) osób.
Czytasz = komentujesz
ENJOY!
Otwierając oczy, uderzyła mnie biel pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiałem się, czy jestem w niebie. Wtedy ktoś delikatnie uszczypał mnie w policzek. Usłyszałem kobiecy głos, ale nie mogłem się skupić na tym, co mówi. Moją uwagę przyciągnął śnieżnobiały sufit, a potem aparatura, do której najwyraźniej byłem podłączony. Pikała, co grało mi na nerwach. Wyłączcie to gówno, próbuję spać.
Postanowiłem się rozejrzeć i zidentyfikować swoje położenie. Wokół mnie stało kilka młodych kobiet w fartuchach i mężczyzna z brodą. Pisał coś w notatniku.
Pokój, w którym się znajdowałem, był sterylnie biały. Stały tu jeszcze dwa inne łóżka, ale najwyraźniej wolne. To raczej nie był szpital psychiatryczny. Nie wiem, czego się spodziewałem. Krat w oknach? Obdartych ścian? Śladów zębów w podłodze?
Mężczyzna wyciągnął złotą latareczkę, pochylił nade mną i poświecił strumieniem światła w oczy. Nie mogłem ich po prostu zamknąć, bo przytrzymywał moje powieki palcami.
Schował urządzonko i powiedział, że mnie zbada. Nie protestowałem. Wlepiłem wzrok w monitor pokazujący pracę mojego serca. Tak nie bije zdrowe serce. Najchętniej nasikałbym na szkołę, ale lubiłem biologię i nie jestem tumanem z tego przedmiotu.
- Powiedz mi, chłopcze, jak masz na imię? – Brodacz machnął ręką na kobiety, a one w pośpiechu wyszły. Usiadł na krześle przy moim łóżku.
- Michael.
- Nazwisko?
Popatrzyłem na niego i wrednie się uśmiechnąłem.
- Alibaba.
Chyba nie zrozumiał mojego poczucia humoru.
-Żartowałem, Clifford. Michael Clifford.
Pokręcił głową, po czym powiedział, że żarty nie są tu zbyt mile widziane, zwłaszcza takie. Uniosłem brwi do góry. Dlaczego wszyscy są tak przewrażliwieni?
- Powiedz mi, gdzie są twoi rodzice?
- Nie żyją. – odparłem bez zastanowienia. – Mieszkam z kolegami.
- Jesteś pełnoletni?
- Nie, ale oni są.
Nie miałem ochoty mówić mu ckliwej prawdy o moim życiu. Poza tym, pewnie wiedział o mnie tyle, co Niall i Ashton im powiedzieli, a wątpię, żeby sprzedali mu inny kit.
Powoli pokiwał głową, wstał i powiedział, żebym odpoczął, po czym wyszedł.
Przewróciłem oczami. Zawsze się tak mówi. Tylko najśmieszniejsze jest to, że wolałbym odpoczywać w innym miejscu, tym na górze. Taka prawda. Nie chcę już żyć. Nie mam po co. Do tego jestem zwolennikiem tego, że sam powinienem zdecydować, kiedy spełnię swoje „przeznaczenie” i umrę. Tyle, że ludzie tego nie rozumieją. Dlatego zamierzam sprostować moje poglądy chłopakom.
Byłem pewny, że zaraz tu wpadną i będą na mnie krzyczeć, że ich wystraszyłem i będą oczekiwać wyjaśnień. Na szczęście drzwi zostały zamknięte, a głuchą ciszę co chwilę przerywał dźwięk maszyny kontrolującej moje serce.
***
- Michael?
Otworzyłem oczy i spojrzałem na rudą pielęgniarkę. Delikatnie się do mnie uśmiechnęła i zmierzyła temperaturę wymyślnym termometrem, którego używają w szpitalach.
- Gdzie ja jestem? – powiedziałem cicho. Przetarłem oczy pięściami. Kobieta uśmiechnęła się szerzej.
- Jesteś w szpitalu. Przywieźli cię w nocy. Pamiętasz czemu? – usiadła na brzegu mojego łóżka. Nie odpowiedziałem. – Jak się czujesz?
- Nie jest źle, nie jest dobrze.
- Boli cię coś?
Pokręciłem głową i westchnąłem.
- Która jest godzina?
- Osiemnasta. Za godzinę podajemy kolację. Przyszłam zapytać, czy nie masz nic przeciwko gościom.
Popatrzyłem jej w oczy. Miała orzechowe tęczówki. Po przyjrzeniu się jej twarzy stwierdziłem, że ma za mocne rysy twarzy, jak na dziewczynę. Nie mogła być starsza, niż 25 lat.
- Przed salą siedzi dwójka chłopaków. Powiedzieli, że są twoimi przyjaciółmi i muszą koniecznie się z tobą zobaczyć. Spałeś, więc ich nie wpuściłam. Chcesz, żeby weszli?
Siedzieli tu cały dzień? Nieźle.
- Mówili, jak się nazywają?
- Niall Horan i Ashton Irwin. Tak przynajmniej usłyszałam.
Powoli pokiwałem głową. Nie chciałem rozmawiać z nimi teraz, zwłaszcza z Niallem, ale musiałem dowiedzieć się jak tu, do cholery, trafiłem.
- Może pani poprosić tylko Ashtona?
Bez słowa wstała i wyszła z sali. Westchnąłem z niezadowoleniem. Naprawdę nie miałem ochoty widzieć teraz kogokolwiek. Pragnąłem spać.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Spanikowany Irwin wpadł do pomieszczenia i podbiegł do mnie. Usiadł na krześle. Ujął moją dłoń w dwa palce. Nie uraczyłem go spojrzeniem.
- Jak się czujesz? - mówił spokojnie i powoli, chociaż w jego głosie słychać było nutę zawahania.
- Dobrze. – ciągle na niego nie patrzyłem. Stwierdziłby, że kłamię. Rzeczywiście, czuję się okropnie. Nie chciałem go martwić bardziej. Im mniej wie, tym lepiej.
- Jesteś pewny?
Powoli pokiwałem głową. Splótł palce naszych dłoni i dodał :
- Jestem tu, pamiętaj. Dla ciebie.
Z trudem powstrzymywałem łzy. Skrzywdziłem go tak bardzo, a on sobie na to nie zasłużył. Jestem najgorszym człowiekiem na świecie.
- Pamiętam. Powiesz mi, co się właściwie stało?
- Gdyby nie kruchy sen Nialla, leżałbyś nieprzytomny w łazience. Masz mi coś do powiedzenia?
- Co takiego?
- W salonie były tabletki. Lustro potłuczone. Błagam cię, nie ukrywaj przede mną prawdy, bo i tak się dowiem, co się stało.
- A ty?
- Co ja?
Popatrzyłem na niego krótko i wróciłem do obserwowania aparatury. Jeśli zaskoczyło go moje pytanie, to nie okazywał tego.
- Myślisz, że nie wiem, że coś przede mną ukrywasz? To jest nie fer! Byłem z tobą szczery. Zawsze. Wiesz o mnie wszystko. Ja o tobie prawie nic.
- Michael, uspokój się. Nie ukrywam przed tobą czegokolwiek. Ty też wiesz o mnie wszystko. Jestem z tobą szczery, jak ty ze mną. Jeśli miałbym jakikolwiek problem, to zwróciłbym się do ciebie.
Usiadłem i popatrzyłem mu w oczy. Delikatnie ścisnąłem jego dłoń. On zrobił to samo.
- Przysięgasz? – uniosłem nasze ręce w górę.
- Przysięgam.
Cisza.
Po kilku sekundach napięcia, Ashton wstał, usiadł obok mnie i przytulił, starając się nie rozluźniać uścisku naszych dłoni. Niepewnie wtuliłem się w niego. Boże, dziękuję ci za moją Pchełkę.
- Wyjaśnisz mi to wszystko? Proszę. – odsunął się ode mnie, a potem wrócił na drewniane krzesło. – Powinieneś leżeć.
- Była noc. Wziąłem kilka tabletek nasennych i poszedłem do ubikacji, żeby opłukać twarz. Myślałem, że zobaczyłem jakiegoś ducha i roztłukłem lustro. Więcej nie pamiętam.
- Nie mówisz mi wszystkiego.
- Mówię to, co powinieneś wiedzieć. Jak było.
Czułem się źle, okłamując swojego najlepszego i jedynego przyjaciela. Serce momentalnie podeszło mi do gardła. Aparatura zaczęła intensywniej pikać. Ten dźwięk stał się uciążliwie głośny. Ogarnął mnie strach i poczucie winy. Łzy powoli napłynęły do moich oczu. W pomieszczeniu robiło się coraz bardziej duszno, jakby grupa spoconych nastolatków tędy przebiegła.
- Mike? Co ci jest? – słyszałem go jak przez mgłę. – Mam zawołać lekarza?
Pokręciłem głową i otworzyłem buzię, żeby coś powiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle. Zacząłem płakać. Zasłoniłem twarz wolną ręką i wydukałem, że nie chcę żyć.
Kolejny raz nastała niezręczna cisza.
Miałem wrażenie, że Irwin mnie teraz zostawi. Wstanie i wyjdzie. Ku mojemu zdziwieniu, zaczął gładzić moje włosy dłonią, a potem delikatnie ucałował moje czoło.
Po jakimś czasie zacząłem się uspakajać. Otarłem twarz i pociągnąłem nosem.
- Przepraszam. – zacząłem cicho, a później dodałem : - Skłamałem. Tak naprawdę, to chciałem się zabić.
- Dlaczego?
- Bo… Jestem zmęczony. Nie mam powodów, żeby tu zostać. W nocy nie mogę spać, bo śni mi się jeden koszmar w kółko.
Ashton westchnął.
- Pewien mądry człowiek powiedział mi kiedyś, że zawsze na końcu jest dobrze. Jeśli teraz jest źle, to znaczy, że to nie koniec.
Czy on mnie właśnie zacytował?
- Nie jestem mądry.
- Michael, masz więcej rozumu, niż cała wykwalifikowana załoga tego szpitala razem wzięta. Nawiasem mówiąc, ten brodacz jest wyjątkowo tępy.
Parsknąłem śmiechem i popatrzyłem na niego. Posłał mi ciepły, szeroki uśmiech i poklepał po wilgotnym policzku.
- Najgorsze jest to, że ja się staram jak mogę, a i tak jest źle.
- Najważniejsze jest to, że próbujesz. Nie ważne ile razy upadniesz. Jeśli już to się stanie, to nie bez przyczyny. Każda porażka powinna uczyć cię jakiejś wartości. Nigdy nie powinieneś się poddawać. Ani odbierać sobie życia, bo jutro może być lepszy dzień. Jutro może się wszystko zmienić. Nigdy się nie przekonasz, jeśli nie wstaniesz i nie spróbujesz czegoś zmienić.
- Podobno to ja jestem mądry.
Zachichotaliśmy.
- Mówię, co myślę. – puścił mi oczko i wyszczerzył zęby.
Ruda pielęgniarka wparowała do sali z wózkiem, a na nim znajdowała się taca ze szpitalną papką. Nie wyglądała aż tak źle. Może w smaku będzie lepsza. W sumie, to nie zamierzałem tego zjeść. Podaruję to mojemu nadpobudliwemu przyjacielowi. Niech zna moją łaskę.
Postawiła talerz na stoliku nocnym i szybkim krokiem wyszła.
- Co jej się tak śpieszy?
- Może się pali. – wzruszyłem ramionami z uśmiechem. – Chcesz to? Nie jestem głodny.
- No pewnie. – Ashton wziął talerz i z uśmiechem spożył moją kolację.
- Przynieś mi jutro jakieś normalne jedzenie, a załatwię ci tu obiady.
- Okay. – odparł z łyżką w buzi. – To całkiem dobre. Chcesz spróbować?
- Nie, dziękuję. Nie brzydzę się jeść po tobie, ale preferuję nieuślinione sztućce.
Odłożył talerz i mocno mnie przytulił.
- Cholernie się cieszę, że żyjesz.
Nienawidzę tego, że grasz moimi uczuciami. Najpierw chcę mi się ryczeć, a teraz mam banana na twarzy ;__
OdpowiedzUsuńJak wiadomo - cholernie czekam na następny rozdział
~mimoza
Świeeeeetny rozdział. Chcę więcej! Dobrze, że Michael wciąż żyje. Jestem cholernie ciekawa reakcji Nialla.
OdpowiedzUsuń@rustlingforest
bardzo fajny rozdział :D
OdpowiedzUsuńawwwwwwwwwwwwwwww! *Mashton feeeeels*
OdpowiedzUsuńich przyjaźń jest cudowna, chciałabym takiego przyjaciela jak Ashton mieć przy sobie, to skarb. ale haha dlaczego on się tak rzucił na jedzenie szpitalne? przecież to najgorsze, co może być, haha.
pouczający rozdział, naprawdę nie warto się poddawać, bo nigdy nie wiadomo, co spotka nas jutro, a to dzięki temu możemy mieć nadzieję na tę upragnioną tęczę. :) czekam na następny, pozdrawiam, hej! @lovinsummerrain
rozwalil mnie tekst michaela 'najchetniej nasikalbym na szkole' i 'wylaczcie to gowno, chce spac' haha typowy cliffi :D za kazdym razem kiedy sa mashton moments to mam taki fangirling, moje feelsy rozpadly sie na male kawaleczki jak ash sie o niego troszczyl awh 'boze, dziekuje ci za moja pchelke' UMIERAM PA *-* czekam z niecierpliwoscia na nexta. @adorenarreh xx
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńbiedny Mike, dobrze, że ma tam Pchiełkę.
OdpowiedzUsuńw końcu są rp kasnfosjknvosjdfv
świetny rozdział Wercia
xx
Swietnu rozdzial xx
OdpowiedzUsuńCudo
Co do rwpalya ja chetnie prowadzilabym konto bohatera ale teraz nie mam zbyt internetu bo mam kare moja mama znalazla ff ze scena +18 i mam kare od jakiegos czasu i siw mecze na pakiecie na tel i wgl masakra ale mysle ze za okolo tydzien dwa moglabym zaczac prosze napisz do mnie na tt bo ja do cb nie dam rady tak mi tel zamula @Faza_Bo_Hazza