sobota, 3 stycznia 2015

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Witam! 

Ta część jest wyjątkowo krótka z dwóch powodów : 
1) Kompletny brak weny ;_; 
2) Chcę już wam coś wstawić, bo znowu przedłużam i wiecie, lol 

Mam nadzieję, że mimo to was nie zawiodę i że zostaniecie do zakończenia ff.

Bardzo was proszę o komentarze, to ważne i motywacji każdy potrzebuje. 

Czytasz = komentujesz

ENJOY!



Huk. Pisk. Śmiech.

Otworzyłem jedno oko i rozejrzałem się. Na podłodze leżał Radke, krzywiąc się z bólu. Matt siedział na łóżku i cicho śmiał, ale po chwili zamilkł. Na miejsce uśmiechu weszedł kamienny wyraz twarzy. Schował się pod kołdrą i głęboko westchnął. Wymamrotał jakieś przekleństwo pod nosem i obrócił, by być tyłem do naszych łóżek.

- Co się właśnie stało..? – usiadłem ocierając knykciami powieki.

- Chciałem go obudzić, ale ten gbur mnie popchnął i upadłem. – odparł brunet, układając się ostrożnie na łóżku.

Powoli uniosłem brew do góry. Blondyn wyłonił głowę spod kołdry i zmierzył krytycznym wzrokiem drugiego chłopaka. Wyglądało to, jakby mieli zaraz skończyć sobie do gardeł. Chociaż trafniej będzie stwierdzić, że to Espinosa chciał zagryźć Radke, tak jak lew robi to swoim ofiarom.

Pokręciłem głową, wyjąłem telefon, odblokowałem go, a moje serce na chwilę przestało bić. Głucha cisza odbijała się pustką w mojej głowie.

Od : Luke

„Jak naprawdę masz na imię?”

Ogromna gula w moim gardle chciała mnie udusić lub zmusić do wymiotów. Poczułem, jakby ktoś położył ogromne dłonie, pokryte grubymi i długimi igłami, na mojej klatce piersiowej. Uczucie zgniatania i niewyobrażalnie wielkiego bólu.

Wiadomość została dostarczona dokładnie o 2:53. Trzy i pół godziny po moim ostatnim smsie do niego.

Ktoś mu powiedział?

Bez zastanowienia odpisałem „Gordon” i wysłałem. Dopiero po kilku sekundach rzeczywistość mnie spoliczkowała. Znów go okłamałem. To podłe i nie w porządku.

Gordon, którego poznał Luke, będę uznawał za alter ego, które odkryłem właśnie teraz. To tchórz, kłamca i idiota bez wyrzutów sumienia. To osoba, która nigdy nie powinna wychodzić do ludzi, bo i tak będzie po kolei wszystkich ranić. I Gordon powinien być sekretem, który ukrywam głęboko w duszy. Jednym wielkim kłamstwem, z którym muszę żyć.

Sekrety czynią cię bezpiecznym, a kłamstwa – żywym.

Od : Luke

„Możesz do mnie zadzwonić?”

Zagryzłem wnętrze policzka. Głowa zaczynała mi pękać od myśli, które warczały na siebie, biły się i krzyczały, bo miały odwrotne zdania. W końcu nacisnąłem zieloną słuchawkę i drżącą ręką przyłożyłem telefon do ucha. Zeskoczyłem z łóżka, wyszedłem z sali, po czym skierowałem się do łazienki na bosaka.

Po dwóch sygnałach usłyszałem jego głos. Drżał i wydawało się, że jest zestresowany.

- Hej.

- Witaj. – powiedziałem i delikatnie się do siebie uśmiechnąłem. – Czy coś się stało?

- Nie... –urwał. Nastała chwila ciszy, której nie chciałem przerywać pierwszy. – Chciałem tylko usłyszeć twój głos.

Uśmiechnąłem się szeroko i jednocześnie delikatnie zarumieniłem. Nawilżyłem wargi językiem i czekałem, czy powie coś jeszcze.

- Jak się trzymasz? – zapytał po chwili.

- Jest w porządku, a jak u ciebie?

- W porządku. Przeszkadzam ci?

- Nie, chyba nie. Ale chwilę temu wstałem i chciałbym skorzystać z toalety, żeby nie mówić brzydko.

- W takim razie ja kończę. – słychać było nutę rozbawienia w jego głosie. Cicho parsknąłem śmiechem. – To pa.

- Pa. – rozłączyłem się i oparłem czołem o zimne płytki wyłożone na ścianach łazienki. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz i mimowolnie uśmiechnąłem się szerzej. Jeszcze raz popatrzyłem na ekran i przewracając oczami wszedłem do kabiny.


***


- Odpowiadaj na pytania szczerze. Jesteś podłączony wariografu i jeśli skłamiesz, będziemy o tym wiedzieli. Masz możliwość stwierdzić : Nigdy, rzadko, często, zawsze. Zrozumiałeś?

Powoli pokiwałem głową i zerknąłem kątem oka na pikającą maszynę, a następnie na te wszystkie kolorowe kable, do których byłem, niestety, podpięty. Próbowałem jakoś poluzować klipsy na palcach, ale za dobrze się trzymały.

- Pierwsze pytanie, Michael. – brodaty lekarz ze znajomą denerwującą twarzą usiadł wygodnie przede mną, opierając ręce z podkładką do papieru o oparcie. – Odczucie smutku bądź przygnębienia?

- Rzadko. – wypaliłem bez zastanowienia. Chyba zamierzałem kłamać, bo nie uśmiechało mi się mówienie wprost o tym, co czuję i jak się czuję. Pewnie to bezsensu, bo wariograf i tak zarejestruje nawet najmniejsze odchylenie w prawdzie.

- Poczucie zniechęcenia, beznadziei, bezwartości, nieadekwatności, niska samoocena?

- Nigdy.

- Krytykowanie siebie, obwinianie się, problem z podejmowaniem decyzji? 

- Rzadko. 

Brodacz zadawał mi naprawdę głupie pytania raz po raz, a ja kłamałem jak z nut przy większości odpowiedzi. W końcu wstał, odpiął mnie i uścisnął delikatnie dłoń. Potem powiedział, że już mogę iść, porozmawia ze mną jutro. Już nie mogę się doczekać, aż pielęgniarka poprosi mnie do jego gabinetu, usiądę na jednym z tych typowych niewygodnych, drewnianych lub tych biurowych ze skóry krzeseł, przemilczymy krótką chwilę i nagle lekarz odezwie się swoim wyćwiczonym, ponurym tonem „Masz depresję, Michael. Musimy skierować cię na leczenie. Chcemy pomóc, zaufaj nam.”. No po prostu już chcę rano.

Tyle, że ja nie chcę pomocy. Nie chcę tu być, bo tylko marnuję cenny czas. Nie potrzebuję psychologa, który pewnie ma swojego psychologa, bo nie daje rady słuchać swoich pacjentów i sam musi się wyżalić. Bezsensowny łańcuch, do którego za chuj nie zamierzam dołączyć. 

Bez słowa wyszedłem na korytarz, po czym udałem się do sali. Spodziewałem się, że jak tam wrócę, Ronnie i Matt będą coś odpierdalać i się nie myliłem.

Brunet leżał na podłodze, krzycząc, że robi orły na śniegu. Wymachiwał rękami i nogami z szerokim, wręcz psychopatycznym uśmiechem na twarzy. Blondyn siedział na łóżku po turecku z książką w rękach, w ogóle nie zwracał uwagi na Ronniego.

- Czy on coś ćpał? – zmarszczyłem czoło, wszedłem głębiej do pokoju, po czym usiadłem wygodnie na łóżku, obserwując Radke, który zaczął śmiać się jeszcze głośniej i wyżej.

- Nie spał od dwóch dni. – Espinosa podniósł na mnie wzrok, kręcąc energicznie głową. Jego twarz nie wyrażała żadnej emocji, ale w oczach widziałem rozbawienie.

- Jak długo to robi?

- Od kiedy wyszedłeś.

- A jak długo jeszcze zamierza?

- Może tak nawet kilka dni.


Od : Luke

"Wracaj szybko. Tęsknię."

4 komentarze:

  1. Anonimowy1:37 AM

    aw luke jaki slodki, chyba umarlam ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww ten SMS od Luke'a na koncu msbsuywbkhsiydgiksh
    Jeju czekam na next kocham xx
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:03 PM

    O Boże chcę dalej !!!!! <3
    Ari<3

    OdpowiedzUsuń