Witam! Kolejna część,
kolejne postacie i mam nadzieję, że moja praca się wam spodoba. Cóż, nie było
łatwo, bo pisałam to drugi raz. Chodzi o to, że jestem tak genialna i wcale nie
ślepa, że gdy skończyłam rozdział i chciałam zapisać, nacisnęłam „nie zapisuj”,
a że nie miałam kopii zapasowej – piszemy od nowa.
Nie przeciągając,
czytasz = komentujesz (wiecie, że to motywuje, więc ładnie proszę o jakieś
komentarze)
ENJOY!
Wysiadłem z autobusu i rozejrzałem się. Jestem w Dover.
Szczerze, to wiem o tym mieście tylko tyle, że mieszka tu moja ciotka, którą
postaram się znaleźć i poprosić o nocleg, czy udostępnienie jakiegoś pokoju na
kilka dni. Myślę, że zgodziłaby się, gdyż mieszka tylko z mężem, a jej córka
wyjechała na studia jakiś czas temu. Może zlituje się nad skrzywdzonym
dzieckiem.
Pomysł wpadł mi do głowy tak nagle. Przypomniałem sobie, że
gdzieś nie daleko mam rodzinę od strony mamy, tylko nie mogłem przypomnieć
sobie nazwy miejscowości. W centrum Londynu jest ogromna mapa Anglii, więc
udałem się tam. Nie mam pojęcia jak długo stałem przed planem kraju, ale z
pewnością wyglądałem jak jakiś pobity biedak, który usiłuje przeczytać
cokolwiek, a przecież nie umie, bo nie skończył szkoły. Najzabawniejsze było
to, kiedy jakaś starsza pani podeszła do mnie i wcisnęła w rękę drobne, mówiąc
„Uważaj na siebie, Pączusiu”. Chyba chciała podkreślić to, że jestem gruby.
Jeśli tak, uraziła mnie. Cóż, lubię jeść i powinienem być aktywny, żeby to
później spalić, ale moja natura jest taka, że kocham pizzę, ale nie lubię
ćwiczyć. Ale aż tak gruby chyba nie jestem.
Ruszyłem przed siebie. Czułem się jak główny bohater filmu
„Kevin sam w Nowym Jorku”, ale niestety nie byłem w Stanach, nie byłem sprytny
i nie szukałem rodziców. Przesadziłem. Jestem sprytny, tylko ludzie tego
jeszcze nie wiedzą, ale się dowiedzą.
Powoli stąpałem po ziemi z rękami włożonymi w kieszenie
spodni. Zauważyłem kamień. Będzie moim przyjacielem w podróży. Trochę szkoda,
że muszę go kopać, żeby „szedł” gdzieś obok, co wymykało się czasem spod
kontroli.
To takie zabawne. Kamień jest jak człowiek. Czasem ktoś go kopnie,
stanie na niego, podniesie, rzuci czy po prostu ominie, ale on zostanie taki,
jaki był. Jeśli myśleć nad tym
dalej, to kamień kiedyś się rozwali, ukruszy,
zmniejszy
swoją objętość po wielu upadkach. To samo jest z ludźmi. Inni nas popychają,
stają na nasze uczucia, poniżają i niszczą od środka. Nigdy nie do końca.
Dlatego człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.
- Przepraszam, w którą stronę do parku? – zapytałem cicho
jakiegoś mężczyzny z teczką. Wytłumaczył mi jak tam dojść i jak rozpoznam, że
to wejście do parku. Po jego minie wnioskowałem, że powstrzymywał się przed
pytaniami o mój stan. Dobrze.
Podziękowałem mu i zacząłem iść w stronę jakiegoś pomnika,
aby skręcić w prawo, przy następnym zakręcie w lewo i jestem.
Wzrokiem poszukałem jakiejś ławki. Kiedy jedną namierzyłem,
z resztą w krótkim czasie, bo jestem aż tak sprytny, szybkim krokiem podszedłem
do niej i usiadłem na wilgotnym drewnie. Najwyraźniej padało wcześniej. Modliłem
się, żeby słoneczko świeciło już do końca dnia, a te czarne chmurki nad moją
głową sobie poszły. Gdybym umiał, wykonałbym taniec odganiający deszcz. Chwila…
Takie coś istnieje?
Zbyłem głupią myśl wzruszeniem ramion i wyciągnąłem gitarę.
Moja ukochana. Jest ze mną kilkanaście lat. Była moją pierwszą i nie chcę jej
zastępować nową.
Od dziecka pasjonowała mnie muzyka i moim marzeniem było
zacząć grać. Potrafiłem powiedzieć to mamie osiem razy na dzień, ale nie
mieliśmy wystarczająco pieniędzy, żeby wysłać mnie na lekcje, co dopiero
zakupić sprzęt. Było mi z tego powodu smutno, ale nie winiłem za to rodziców,
bo to nie ich wina, że stykają ledwo koniec z końcem. To nie ich wina, że nie
mogli zmienić pracy na lepszą, bo lepszej by nie znaleźli.
Zacząłem odkładać pieniądze, które dostawałem od babci.
Odwiedzałem ją dwa razy w tygodniu i zawsze wkładała mi coś do kurtki, plecaka
czy nawet bluzy. Zawstydzało mnie to trochę, bo czułem się, jakby płaciła mi za
przychodzenie do niej. Robiłem to z czystej przyjemności. Kochałem babcię, do
tego była drugą osobą, do której mogłem przyjść, gdy się bałem, lub coś mnie
dręczyło. Gdy zmarła otworzyłem się przed Ashtonem.
W którąś gwiazdkę napisałem list do Mikołaja, żeby przyniósł
mi gitarę, bo więcej nie potrzebuję. Miałem chyba 10 lat, ale tak czy siak
wierzyłem w to, że ten hojny pan istnieje i dostanę prezent. Mama tłumaczyła
mi, że jeśli Święty Mikołaj zobaczy, że ktoś go o coś bardzo prosi i był
grzeczny, on spełni to życzenie. Skąd będę o tym wiedział? To proste. Jeśli
przyjdzie, to rano obudzę się z narysowanym krzyżem na dłoni.
Następnego dnia obudziłem się i szybko sprawdziłem
nadgarstki. Pobiegłem do pokoju rodziców i oznajmiłem, że dostanę gitarę.
Pokazałem mamie czarny krzyżyk. Rozpłakałem się ze szczęścia. Rodzice
przytulili mnie mocno. Wiem, że to oni zrobili wszystko.
Następnego dnia tata przyszedł do mojego pokoju z
instrumentem i powiedział, że ktoś zostawił to dla mnie pod drzwiami. Byłem tak
podekscytowany, że spadłem z łóżka.
Jak już wspominałem wcześniej, nie było nas stać na to, żeby
zapisać mnie na lekcje, a więc byłem samouczkiem. Zacząłem chodzić do różnych
kafejek, żeby szukać stron internetowych o nauce gry. Później spędzałem więcej
czasu z Calumem, bo on gra od dziecka, więc mógł przekazać mi wiedzę na ten
temat i pomóc. Nauczyłem się od niego dużo, ale większość wiedzy musiałem
zdobyć sam.
Przejechałem palcem wskazującym po gryfie i zakończyłem na
pudle. Pizza była wykonana z ciemno-brązowego drewna, a otwór rezonansowy
otoczony był srebrną obwódką. Tak, nazwałem gitarę Pizza, I regret nothing.
Lubiłem rysować, a pudło było dla mnie puste. Chciałem jakoś
to zmienić. Kupiłem marker i dałem ponieść się wyobraźni. Ozdobiłem pudło
rezonansowe różnorodnymi wzorkami, bo nie miałem innego pomysłu, a to wyglądało
dobrze. Postanowiłem dodać coś jeszcze. Po długich rozmyślaniach nakleiłem dwa
krzyżyki w górnej części pudła – jeden biały, a drugi czarny. Po jakimś czasie
rozmyśliłem się i odkleiłem plastry, a później chciałem zmazać też marker, ale
bałem się, że uszkodzę mój wymarzony instrument, a więc gitara pozostała w
abstrakcyjnych wzrokach.
Na wisiorku nosiłem metalową kostką z napisem „mgc”.
Dostałem ją od Asha na urodziny jakieś dwa lata temu. Tłumaczył mi jak bardzo
dużo musiał zwiedzić sklepów, żeby znaleźć chętnego na zrobienie tego
arcytrudnego graweru, bo przecież głupie trzy literki, które były moim
inicjałem, były aż tak trudne do zrobienia na tej metalowej kupie metalu. Na
koniec dodał, że tym się nie gra, jakbym tego nie wiedział. Wow, Ash,
uratowałeś życie kostce, wow, geniuszu.
Rozejrzałem się, sprawdzając, czy jest ktoś w pobliżu. Pusto. Uśmiechnąłem
się do siebie i postanowiłem na początek nastroić gitarę. Kiedy skończyłem
rozejrzałem się jeszcze raz, a kiedy upewniłem się, że ciągle nie ma tu nikogo,
zacząłem grać. Nawet nie wiem co. Łączyłem losowo akordy, byleby było wygodnie
mi układać palce i dobrze brzmiało. Lubiłem to. Momenty, kiedy improwizowałem.
Grałem to, co przychodziło mi do głowy, spontanicznie. Wczuwałem się i to
czasem za bardzo. Hood mówił mi, że powinienem zacząć pracować z elektryczną,
ale wmawiałem mu, że lubię akustyczne i to one są moją bajką, kiedy naprawdę
nie było mnie zbytnio stać na inny instrument.
Przestałem, bo poczułem, że ktoś namiętnie dotyka mnie w
ramię. Odwróciłem się.
- Stary, robisz mi konkurencję. – odezwał się chłopak
stojący za mną. Zabrał dłoń z mojego ramienia i skrzyżował ręce na piersi.
Uniosłem brew do góry. Tleniony. To było widać, że farbował włosy. Sam nie
byłem lepszy z własnym naturalnym kolorem.
- Stary, już nie wolno posiedzieć i pograć, bo od razu robi
się konkurencję? Nie miałem takiego zamiaru. – skrzywił się lekko na moje
słowa. Przewrażliwiony.
Był szczupły i nie zbyt wysoki. Miał niebieskie oczy i, jak
wcześniej wspomniałem, farbowane proste, blond włosy, delikatnie wygolone przy
uszach. Nie wiedziałem jak wygląda to z tyłu, patrzyłem na jego twarz, nie
plecy.
Jego rysy twarzy dodawały mu chłopięcego uroku i szczerze,
dałbym mu czternaście lat. Wyglądał na bardzo młodego, do tego był uroczy.
Nosił czarną bluzę z kapturem, białą, luźną bluzkę i czarne
spodnie z opuszczonym krokiem. Zauważyłem, że na prawej dłoni ma kilka
bransoletek.
- Jestem Michael. – wstałem i podałem blondynowi dłoń, na co
zmarszczył lekko czoło. Mama nie pozwalała mi rozmawiać z nieznajomymi, ale
moim mottem życiowym było yolo. Albo „jesteś tym co jesz.”. Albo „to co jesz
jest tobą.” Nie ważne.
- Niall. – uścisnął moją dłoń i delikatnie potrząsnął, ale
po chwili odsunął rękę. Dokładnie lustrował moją twarz wzrokiem. – Nie jesteś z
Dover, pierwszy raz cię tu widzę.
- Nie jestem. Mieszkałem w Londynie. Rozumiem, że jesteś
miejscowym?
- Nie do końca. Dwa lata temu przyjechałem tu z Irlandii i
już zostałem.
- Twój akcent cię zdradza. – posłałem mu lekki uśmiech i usiałem
na ławce. Niall zajął miejsce obok mnie.
- Ile masz lat?
- Piętnaście. – odpowiedziałem beznamiętnie. W sumie nie
chciałem tak brzmieć, ale to nie moja wina. Chyba.
- Ja siedemnaście. – no to mnie zaskoczył. Najwyraźniej ja
go też. – Nie wyglądasz. Myślałem, że jesteś starszy. Co robisz w Dover?
- To przez zarost. – pokiwał głową. - Znudziło mi się życie
w centrum. – znowu skłamałem. Miałem ochotę wstać, rozpędzić się i walnąć głową
w ścianę z całej siły.
Niezręczna cisza. Nie lubię tego. Myślę, że Niall nie chciał
zaczynać tej rozmowy. Wyglądam jak menel z gitarą.
Menel z gitarą byłby dla mnie parą? Nie sądzę.
- Nie wyglądasz za dobrze. Może pójdziemy na kawę? –
popatrzył mi prosto w oczy z troską.
- Piłem wcześniej, ale czemu nie. Zapraszasz to pójdę.
Wstał i ruszył w stronę wyjścia. Schowałem gitarę do
pokrowca, zarzuciłem na ramię i poszedłem za nim.
- Horan. To moje nazwisko.
- Clifford. – dorównałem mu kroku. – To randka?
- Jeśli chcesz. – parsknął śmiechem. Miałem nadzieję, że
odebrał to jako żart, ale jeśli nie, to przecież miałem nic do stracenia.
***
Weszliśmy do jakiejś kawiarenki. Rozejrzałem się. Ciepło i
przytulnie. Lubię takie klimaty.
- Poszukaj stolika, a ja idę zamówić. – uśmiechnął się do
mnie i szybkim krokiem udał do kasy.
- Czekaj, dam ci pieniądze.
- Stawiam. – puścił mi oczko.
Westchnąłem i zająłem wolne miejsce. Usiadłem, kładąc gitarę
obok siebie. Ten człowiek najwyraźniej miał tylko jedno w głowie. Byłem
zboczony, ale skrycie. Pokazywałem to jedynie przy Ashtonie. Cóż, obydwoje
wydawaliśmy się niewinnymi dziećmi, ale nasze spotkania czasami można było
nazwać orgiami. Może nie orgiami, ale kiedy byliśmy we dwoje, mogliśmy
swobodnie uwolnić nasze zboczenie. Po prostu byliśmy sobą i nikogo nie
udawaliśmy.
Chcę swoją Pchłę tu i teraz.
Odwróciłem się i spojrzałem na Nialla zmierzającego w moją
stronę z uśmiechem. Czy mógłbym się z nim zaprzyjaźnić? Niby wydawał się miły,
ale chyba był osobą, która nie lubi zaprzyjaźniać się. Mimo wszystko, jeśli
okazałoby się, że ma tak zrytą banię – byłby moim przyjacielem do końca życia.
- Mam nadzieję, że lubisz latte i czekoladę. – usiadł naprzeciwko
mnie. Myślę, że to było coś w rodzaju
pytania retorycznego, no bo kto nie lubi czekolady?
- Lubię i lubię. – posłałem mu lekki uśmiech. – Ile ci
wiszę?
- Mówiłem, że stawiam. – odwzajemnił uśmiech. – Czy masz
gdzie mieszkać?
- Nie… Ale moja ciocia jest z Dover, muszę ja tylko znaleźć.
- A co jeśli jej nie znajdziesz?
Dobre pytanie. Nie mam pojęcia co bym zrobił. Może wróciłbym
do Londynu i do końca życia ukrywał się w piwnicy Ashtona? To zły pomysł,
zapomniałby o mnie i nie karmił. Irwin ma dobrą pamięć, ale krótką.
Co, jeśli ją znajdę, ale ona mnie nie rozpozna? Widziałem ją
ostatnio dobre dziesięć lat temu. Nie mam żadnych dokumentów i dowodów na to,
że jestem synem jej siostry. Mogłem jedynie myśleć pozytywnie.
- Nie wiem, Niall. – spuściłem wzrok. Chłopak wstał, usiadł
obok mnie i położył dłoń na moim ramieniu.
- Do póki czegoś nie znajdziesz – możesz mieszkać u mnie.
- Serio? – uniosłem jedną brew do góry i odwróciłem głowę w
jego stronę.
- Taak. Tylko nie mieszkam sam. Wynajmuję mieszkanie z
jednym chłopakiem. Teoretycznie też nie jest stąd, bo z Bradford. Zayn Malik. Ciekawy
człowiek, ale nie warto się z nim kłócić, bo zawsze postawi na swoim i to nie
wyjdzie ci na dobre.
- Nie będzie miał nic przeciwko? Chyba powinieneś to
najpierw z nim uzgodnić.
- To też moje mieszkanie i byłem tu pierwszy, a Zayn lubi
towarzystwo.
Niaaaaaaaaaaaaall! jeszcze bardziej lubię to ff, haah.
OdpowiedzUsuńmyślę, że mogłabym sobie przybić piąteczkę z Michaelem, bo też nie lubię ćwiczyć, a pizzę mogłabym jeść i jeść, lmao.
no i to YOLO, haha, aż mam go przed oczami, jak to mówi, best of. xD
myślę, że będzie bardzo ciekawie, gdy Mikey zamieszka z Niallem i bradford bad boyem aka Zen. czekam na nexta, pzodrawiam, hej x @lovinsummerrain
Jeśli Zayn jest Twoim fav, to błagam, nie krzywdź mnie później, haha xD
UsuńWiesz, ja też powinnam, bo pizza to moje życie. Michael jest moją męską wersją w tej ff, tak mi jest lepiej coś pisać (no i lol, wszyscy mnie z nim shippują).
To YOLO to wzięłam z The Lost Tapes xD czułam potrzebę wplecenia tego w ff :D
Uwierz, będzie mega mega ciekawie jak zamieszkają we trójkę, dużo będzie się działo!
Buzi xxx
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń'To takie zabawne. Kamień jest jak człowiek. Czasem ktoś go kopnie, stanie na niego, podniesie, rzuci czy po prostu ominie, ale on zostanie taki, jaki był. Jeśli myśleć nad tym dalej, to kamień kiedyś się rozwali, ukruszy, zmniejszy swoją objętość po wielu upadkach. To samo jest z ludźmi. Inni nas popychają, stają na nasze uczucia, poniżają i niszczą od środka. Nigdy nie do końca. Dlatego człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać' UWIELBIAM TO, NAPRAWDĘ, TO TAKIE PRAWDZIWE.
OdpowiedzUsuńNIAAAAALLL ♥♥♥ MÓJ KOCHANY, NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO SIĘ DO SIEBIE SZCZERZYŁAM JAK CZYTAŁAM Z NIM FRAGMENT. ZGADUJĘ, ŻE W NASTĘPNYM BĘDZIE ZAYN, SDFJKFLSDKSGDJ OHH.
KOOCHAM TWÓJ LEKKI STYL PISANIA, NIE JEST TAKI TYPOWY, JEST BARDZIEJ TAKI MICHAELOWY, LMAO XDD NO, ALE GO KOCHAM. BTW CLIFF TO MÓJ BLIŹNIAK. PIZZA&ZERO ĆWICZEŃ XDD
CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ TEGO CUDOWNEGO FF :'')
@niallzslave :) x
Tyle pozytywnych opinii, ahhh jestem w raju :D
UsuńJeśli chodiz o fragment z kamieniem, to jest moja "mądrość" i najpierw zastanawiałam się, czy tego nie usunąć itp, ale zostawiłam.
Jeśli chodzi o michaelowe pisanie, to bardzo starałam się, żeby tak właśnie było, więc zaczęłam pisać to, co przychodzi mi na myśl i wyszło jak wyszło :)
Cliffo to bliźniak całej 5sos family, wszyscy kocham pizzę, ale ćwiczenia już nie xD
Dziękuję za tak pozytywną opinię <3
Buzi xxx
Zayn i Niall, jeszcze bardziej kocham to ff.
OdpowiedzUsuńKOCHAM CIĘ
OdpowiedzUsuńJEZUU TE WZMIANKI O ASHTONIE AWWW
I OD RAZU WIEDZIAŁAM, ŻE TO NAJAL JAK PRZECZYTAŁAM "TLENIONY"
HAHA NO I CZYTAM TO TAK I TAK MYŚLĘ, PRZECIEŻ JUŻ TO CZYTAŁAM
A POTEM TAKIE, A NIE, TYLKO SPOILERY
POZDRAWIAM CIĘ BAMBUSIE,
NIECH PIZZA BĘDZIE Z TOBĄ
YOLO
A I GRATKI ZA 1K
xx @holumncood xx
hahah ily też tygrysku <3 i ba, chyba każdy się domyślał, że to Najel xD
UsuńTy się ciesz, że tylko takie spojlery dałam, lol
pizza z Tobą też
BUZI xxx
To jest tak świetne! Jest takie lekkie, zabawne i przyjemnie się to czyta. Juz się zakochalam i czekam na więcej :D nie no, zajebiste to jest. Czekam na więcej @adavaka
OdpowiedzUsuńTen fragment o mikołaju i gwiazdce był zdecydowanie przecudowny :') Rozdział pod koniec zrobił się trochę smutny, ale mimo wszystko był świetny. Jedynie ten Niall i Zayn... Będe szczera, jeśli pomyślę sobie, że w tym opowiadaniu mają pojawić się członkowie 1D od razu odechciewa mi się czytania dalej... No nic, mam nadzieję, że szybko się ich 'pozbędziesz'. Życzę weny i czekam na kolejny rozdzial <3 xx
OdpowiedzUsuń~ Cat. @Cat_KMZD
Ale dlaczego Ci się odechciewa? Trochę ich będzie, a jeśli Ci się nie podoba kto się tu pojawia, to już nie moja sprawa i przecież nie musisz tego czytać. Piszę to tak, jak chcę, bo przecież to moja historia i wstawiam postacie jakie chcę. Twój wybór czy czytasz.
UsuńNie miej mi tego komenatrza za złe (bo chyba odebrałaś to w zly sposób), ale ja ich po prostu nie lubię. Chodzi mi o to, że zapowiadał się blog o 5sos, nie 1D, ale ok, nevermind.
UsuńBo to jest o 5SOS, ale Zayn i Niall są dlatego, że nie miałam kogo tu wziąć, potrzebowałam jeszcze dwóch chłopaków, a nie miałam ochoty wymyślać osób z dupy.
UsuńSpoko, to Twój blog, zrobisz co zechcesz ;)
UsuńUwielbiam Twoje opowiadanie. ^^ Rozdział przecudowny. A te wspomnienia Michaela... Wzruszyłam się... :c
OdpowiedzUsuńNiecierpliwie czekam na next i życzę weny. :*
Pozdrawiam. /A.
Przypominamy o dodaniu na tutejszym blogu buttonu lub linku do Spisu Fanfiction, który jest podstawą do zgłoszenia opowiadania, jak wynika to z regulaminu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy, Załoga spisfanfiction.blogspot.com
okay, to zaraz dodam button :)
UsuńSuper, bardzo mi się podoba. c;
OdpowiedzUsuńJezu,ja chyba nie chcę wiedzieć,co oni z Ashtonem wyprawiają,kiedy są sami.
OdpowiedzUsuń"Na wisiorku nosiłem metalową kostką" - powinno być kostkę.
Niall,jak miło go tu widzieć!
Przestaję podpisywać się nazwą z tt,bo komentuję z konta google.
oo to był zajebisty rozdział lecę dalej !
OdpowiedzUsuńBiedny Clifford...mógł przyjść do mnie xd przygarnęłabym go :D
@my_hot_Jano