sobota, 16 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Czytasz = komentujesz, proszę was o motywację i chcę znać waszą opinię. Co wam się podoba, co nie. Chodzi głównie o to, że chcę wiedzieć, czy powinnam coś zmienić.

ENJOY!




Kolejny raz obudziłem się z bólem głowy. Potarłem oczy dłońmi i westchnąłem. Właściwie, to nie wiedziałem dokładnie gdzie jestem. Chciałem wstać, ale ktoś przygniatał mnie swoim ciężarem ciała. Powoli podniosłem głowę.

Leżał na mnie goły Niall.

Upewniłem się, że ja jestem w ubraniu. Co to za cyrk?

Zepchnąłem z siebie Horana. Coś zajęczał i pociągnął nosem. Usiałem, spoglądając na rękę. Miałem owinięty bandaż od nadgarstka do pachy. Lekko zmarszczyłem brwi, szukając zapięcia. Poczułem ból. Syknąłem i powoli odsłoniłem przedramię. Potem odwinąłem całą rękę i skrzywiłem się.

Miałem tatuaż.

Był to jeden wzór, rozciągający się od nadgarstka po obojczyk, co zauważyłem po chwili. Nie byłem pewny, czy jest prawdziwy, ale moja skóra była zaczerwieniona i miejscami sina, a więc nie mogła to być henna.

Westchnąłem. Ktokolwiek to zrobił – dobra robota. Staranna. Zero potknięć. Ale zamierzam dowiedzieć się kto jest moim tatuażystą. 

Obudziłem blondyna, potrząsając nim z całej siły. Chciałem wiedzieć, gdzie do cholery się znajdujemy i co dokładnie stało się ostatniej nocy.

Ogółem, to pomieszczenie było małe. Podłoga  wykonana z kamienia, brudna i zimna. Ściany tak samo. Jedna była goła, z drzwiami na środku, a na reszcie wisiały półki. Obok mnie stała czerwona drabina i worek ogórków.

- Zostaw mnie, idioto. – wymamrotał. Po chwili zerwał się na równe nogi, chowając swojego naprawdę małego członka w rękach. Zachichotałem.

- Wyjaśnij mi, czemu jesteś nago, co robi ten tatuaż na mojej ręce i gdzie do cholery jesteśmy? – zacząłem dość poważnie, próbując zdusić rozbawienie.

Nagle cała noc przeleciała mi przed oczami.

Kiedy wróciłem do mieszkania, zapytałem ich o towar. Oni głupio się uśmiechnęli, kiwając głowami. Założyli buty i kazali iść ze sobą. Zeszliśmy na dół, a potem jeszcze niżej - do piwnicy.

Teraz wszystko jasne.

- Michael?

- Co? – rozejrzałem się wokół, szukając wzrokiem koszulki. Najwyraźniej poszła się jebać.

- Zawiesiłeś się. – odchrząknął, a kiedy popatrzyłem na niego, stał z przewiązanym wokół pasa białym materiałem. Wyglądał trochę jak blond Jezus.

- Wiem, wybacz. Już nie musisz mi odpowiadać. 

Ale skąd tatuaż?

Próbowałem wrócić jeszcze raz myślami do wcześniejszych zdarzeń.

Pamiętam jeszcze, że kiedy już usiedliśmy w piwnicy, Zayn wyciągnął woreczek, butelkę wody, łyżkę, trzy strzykawki  i zapalniczkę. Uśmiechał się półgębkiem.

- Ej, ale nie mówiłem, że chcę w żyłę. Co, jeśli sobie nie trafię? – próbowałem się jakoś wyplątać. Widziałem to tylko na filmie. Raz. I tak na nim zasnąłem.

- Spokojna twoja niebieska rozczochrana. – zaczął brunet, cicho chichocząc. – Pokażemy ci jak to powinno się robić.

- Czytałem coś o dożylnym zażywaniu narkotyków i nie mam ochoty się uzależniać.

Nie jestem pewny, ale chyba zaczęli się śmiać, a potem próbowali mnie jeszcze przekonać. Wiem, że byłem stanowczy, więc Horan poszedł na górę i specjalnie dla mnie przyniósł „coś dla nosa”. Nie zapamiętałem nazwy.

Potem oni rozpuścili amfetaminę w wodzie, podgrzali i wstrzyknęli w żyły. Ja wciągnąłem swoją działkę. Po tym już nic nie pamiętam.

Skierowałem wzrok na mojego blond towarzysza. Nie możliwe, że to on zrobił tatuaż, bo a) jest ciotą; b) ręce trzęsą się mu nawet wtedy, kiedy pisze swoje imię; c) ma talent czteroletniej dziewczynki.

Wykonanie było profesjonalnie, a wzór pomysłowy, więc to musiał być jakiś artysta. Nie mam pojęcia dlaczego, ale od razu pomyślałem o Maliku. 

- Ni? – wstałem i oparłem się plecami o ścianę, początkowo krzyżując ręce na piersi, ale kiedy zaczęło mnie boleć – rozprostowałem je. – Czy Zen umie rysować?

- Umie, a co? Jest w tym dość dobry. Miał kilka wystaw w mieście i ostatnio zatrudnił się jako rysownik w komiksach. Ale czemu pytasz?

To na pewno zrobił on. No cóż, kiedy człowiek jest na haju, nie kontroluje się. Ale to wszyscy wiedzą.
Ostatnio też zauważyłem, że kiedy coś biorę, jestem lekkomyślny, nawet bardziej niż na co dzień, oraz mam zjebane pomysły.

- Dlatego pytam. – wycedziłem przez zaciśnięte zęby, pokazując mu wytatuowaną rękę.

Zrobił wielkie oczy, a potem zaczął się śmiać.

- Z czego ryjesz, debilu? – poczułem, jak para wydobywa się z moich uszu i pewnie byłem cały czerwony ze złości. – Gdzie jest ten pacan?

- Pewnie na górze. – ciągle chichrał się, jakby ktoś popsikał gazem rozweselającym prosto w jego buzię.
Otworzyłem drzwi.

- Czekaj, nie zostawiaj mnie tu. – Niall chwycił mnie za rękę i pociągnął do siebie. Mimo woli, cofnąłem się i upadliśmy. – Wstawaj ze mnie!

- Ni, coś mi się wbija. – kiedy zobaczyłem białą szmatę leżącą gdzieś na podłodze, zerwałem się na równe nogi. – Coś ci stoi. – odwróciłem się do niego tyłem i pośpiesznym krokiem wyszedłem z piwnicy. Wbiegłem po schodach. Otworzyłem drzwi do mieszkania.

- ZEN! – zacisnąłem pięść, zatrzaskując za sobą drzwi.

Pisk.

Odwróciłem się. Nagi Horan uchylił drzwi, trzymając się za nos. Potem szybko wszedł do środka i skierował do łazienki z ogromnym rumieńcem.

- ZEN, GDZIE JESTEŚ?!

Wyszedł ze swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Miał jedno oko zamknięte i rozczochrane włosy.

- CZEGO SIĘ DRZESZ? – podszedł do mnie.

- Co to kurwa jest? – wskazałem na moją opuchniętą rękę.

- Tatuaż. – szeroko się uśmiechnął. – Ładny, prawda?

- Ty to zrobiłeś?

- Tak. Mam twoją zgodę.

- Na piśmie? – błagam, tylko niech mi nie pokazuje kartki z moim kulawym pismem.

- Nie. – przechylił głowę. – Ale sam tego chciałeś. Zaczęliśmy we trójkę rozmawiać o moich tatuażach i powiedziałem, że kilka robiłem sam. Potem się wtrąciłeś, że też chciałbyś tatuaż, narysowałeś mi go i kazałeś robić. – puścił mi oczko i odwrócił się.

- Nie tak szybko. – położyłem dłoń na jego ramieniu i szybko odwróciłem go przodem do siebie. – Czy ty jesteś popierdolony? Byłem naćpany!

- Przestań się na mnie rzucać. Sam tego chciałeś, więc zrobiłem to, o co mnie prosiłeś. – powoli się denerwował. Trudno. Chciałem mu tak bardzo wygarnąć. Nie będę się hamować.

- Nie byłbyś zły, jakby ktoś narysował ci na ryju wielkiego kutasa, a potem mówił, że mu na to pozwoliłeś?! 

- ZAMKNIJ MORDĘ!

Niall wychylił głowę zza drzwi. Był lekko wystraszony.

Popatrzyłem w oczy Malika i zobaczyłem złość. Był wściekły. Jego dolna warga lekko drgała.

- Zen, uspokój się.

- JESTEM ZAYN! I TO TY WPADASZ DO MOJEGO MIESZKANIA, I MASZ DO MNIE WIELKI PROBLEM, ŻE ZROBIŁEM TO, O CO MNIE PROSIŁEŚ. TO TY JESTEŚ NIENORMALNY! – powoli spuściłem wzrok na jego dłonie, które były zaciśnięte tak mocno, że robiły się powoli sine.

- Po prostu… Jestem trochę zdenerwowany.

- GÓWNO MNIE OBCHODZI CZY JESTEŚ ZDENERWOWANY, CZY NIE. TO JUŻ NIE MOJA SPRAWA. JESTEŚ ŻAŁOSNYM DUPKIEM. HIPOKRYTĄ. MÓWISZ JEDNO, A POTEM ROBISZ O TO AWANTURĘ. – głęboko westchnął, próbując się uspokoić, ale to chyba nie działało.

Przypomniały mi się słowa Horana. Mówił, żebym lepiej nie wchodził w drogę Zaynowi. Żebym się z nim nie kłócił.

- Nie wiem po jakiego chuja Niall cię tu przyprowadził. Nie potrzebujemy cię tu! Nie potrzebujemy jebanego pasożyta! Powinieneś być wdzięczny za to, że zgodziłem się na ciebie tutaj, bo prawnie mieszkanie jest moje!

Zabolało. Sam na początku nie chciałem tu być. Mogłem odmówić blondynowi. Trzymać się od niego z daleka. Wiedziałem, że wyjdzie z tego wielkie gówno.

Uciekłem do Dover, bo byłem zmęczony moim zjebanym życiem, ale tu jest jeszcze gorzej. Miało być tak pięknie. Miałem być szczęśliwy, uwolnić się od ojca i w końcu mieć spokój.

Poczułem łzy w oczach. Jego słowa były jak uderzenie w twarz. Uważałem go za dobrego gościa. Za kolegę. Chciałem się z nim zaprzyjaźnić. Trochę się do niego przywiązałem, a on postąpił.. Nie fajnie. Nie bolałoby mnie to tak bardzo, gdybym go nie znał. Nie myślał, że on mnie lubi, jako kolegę.

- Mam cię dość. Wynoś się stąd. Mam nadzieję, że zdechniesz na ulicy. Że ktoś tak mocno ci przyłoży, aż stracisz przytomność i już jej nie odzyskasz. Jesteś nic nie wartym śmieciem i potrafisz robić tylko problemy. Spierdalaj stąd. – popchnął mnie w stronę drzwi, odwrócił się i skierował do pokoju. Po drodze Niall zagrodził mu drogę (na szczęście zdążył się ubrać.). Dał mu z pięści w twarz i podbiegł do mnie, podając koszulkę.

- Mikey? Nie słuchaj go.

Wziąłem od niego bluzkę, ubrałem i wyszedłem z mieszkania, ocierając łzy. Chciałem być jak najdalej stąd. Może lepiej będzie, kiedy wrócę do Londynu? Zgłoszę policji, że ojciec się nad nami znęca. Zamkną go, jeśli udowodnimy mu winę. Mógłbym tam wrócić choćby dla Ashtona, bo gdyby nie on, to już dawno bym leżał. Pod ziemią.

Zatrzymałem się i rozejrzałem. Nie wiem jakim cudem wszedłem do parku. Siadłem na jakiejś ławce i zacząłem płakać.

Wyjąłem telefon. Odblokowałem go i wyświetliło się zdjęcie z Irwinem. Zapomniałem, że ustawił mi to na tapetę.

Kolejny raz zdałem sobie sprawę, że tak bardzo za nim tęsknię. Brakuje mi jego głupkowatego śmiechu i dziwacznych pomysłów. Tęsknie za tym, jak denerwował mnie, dmuchając w moje ucho. Dobrze wiedział, gdzie mam łaskotki i ciągle wykorzystywał to przeciwko mnie.

Cicho parsknąłem śmiechem przez łzy.

Pamiętam, jak siedzieliśmy u mnie, kiedy nie było mojego ojca. Czasem przychodził tylko po jedzenie. Ciągle był głodny i kiedy już postanowił to powiedzieć, robił minę zbitego szczeniaczka. Dlatego pozwalałem mu na opróżnienie moich zapasów słodkiego.

Moja lodówka była pechowcem.

Odblokowałem jeszcze raz telefon i wszedłem w zdjęcia. Miałem na nas specjalny folder, nazwany „chujowe”. Nie wiem czemu, ale to była moja pierwsza myśl przy przenoszeniu fotek.

Zdjęcia po była nasza tradycja. Mamy może jedno, lub dwa normalne, na reszcie robimy głupie miny. One nas odzwierciadlały. Pokazywały jak bardzo głupi jesteśmy.

Mogę być debilem, ale tylko z Ashtonem.

Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. To był Niall. Usiadł obok mnie.

- Mikey? Wszystko w porządku?

- Tak. – nie. Nic nie jest w porządku, nie było i nie będzie.

Brawo, miałem już nie kłamać.

- Nie wierzę ci. Mówiłem, żebyś nie próbował kłócić się z Zaynem.

- Przestań. Nie chcę o nim rozmawiać. Popełniłem błąd, okay. Już dostałem za to po dupie. – otarłem łzy i westchnąłem. Nie po to uciekałem od ojca, żeby ktoś traktował mnie równie źle jak on.

- Robi się zimno, wracajmy. – wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.

- Nie. Nie idę tam. Słyszałeś go? Miałem się wynieść.

- Mike, nie wygłupiaj się.

- Jestem Michael. – to miała być parodia Malika. – Pożyczysz mi bluzę? Przenocuję dziś u cioci. Jutro się spotkamy i wezmę swoje rzeczy od was.

- Porozmawiam z nim. Nie chcę, żebyś się wyprowadzał.

- Niby czemu? Przecież on mnie tam nie chce. Mieszkanie prawnie jest jego. Zbeształ mnie za nic. To nie było fair! Przyznaje, że mogłem na niego nie naskakiwać, ale, cholera jasna, on zaczął do mnie od „śmieci”. To była przesada.

- Bo.. Bo cię lubię. Jesteś spoko. Lubię z tobą rozmawiać i przebywać. Z Zaynem nie da się żartować, bo on wszystko odbiera w zły sposób. Z tobą mogę przynajmniej się pośmiać, pograć na gitarze i nie przeszkadza ci to, że kiedy coś gotuję - śpiewam.

Wstałem i popatrzyłem na niego.

- Muszę nam tym pomyśleć.

Zdjął swoją bluzę i podał mi ją, a potem mocno przytulił. Uniosłem jedną brew do góry. Nie odwzajemniłem uścisku.

- Przepraszam za niego. Ma skomplikowany charakter, chyba ci już o tym mówiłem.

Powoli odsunąłem blondyna od siebie.

- Dzięki, Niall. – posłałem mu lekki uśmiech, po czym odwróciłem się i skierowałem w dół parku.


11 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć. Ten rozdział jest świetny (jak reszta). Nie wiem czemu, ale zebrało mi się na płacz (co rzadko zdarza się, kiedy czytam ff, więc autorce gratuluję). Czekam na następny rozdział :) xx
    @givemewifi_

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku śmiałam się przez wiekszosc rozdziału, uwielbiam ten luźny sposób, w jaki piszesz! :) wg mnie nic nie musisz zmieniać, wszystko jest zabawnie, poprawnie, pomyslowo napisane, jestem na tak :)
    co do rozdziału to mam mega wkurva na Zayna, jak on mógł tak się zachować, to było totalnie bezczelne z jego strony. za to Horanek jest przekochany, widać, że naprawdę polubił Mikeya, aw. a ten to szaleje, najpierw włoski, teraz tatuaż, ciekawe co jeszcze wymyśli, kiedy znowu będzie miał okazję byc na haju, hahah.
    mega lubię to ff, zawsze mi humor poprawia, jest per-fect! pozdrawiam, @lovinsummerrain x

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy8:19 PM

    Wow. Lepiej nie zadzierać z Zayn'em. Chociaż trochę przesadził. Niall chyba uwielbia być goły,hahahah. Rozdział świetny i nie mogę się doczekać ciągu dalszego!/Sanity_Potion

    OdpowiedzUsuń
  4. Awwww teraz trzeba wymyślić ship name dla Ni i Mikeya

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam sposób w jaki piszesz to opowiadanie jest cudowne na swój własny sposób i pokazuje, że w każdym wieku są problemy, nie zależnie od tego jakie.
    dzięki temu opowiadaniu, dokładnie temu rozdziałowi czułam się tak jakbym przez chwilę była w ciele Michaela.
    okropny ból usłyszeć takie słowa
    jestem pod ogromnym wrażeniem
    zakochałam się w tym opowiadaniu
    @cashtiii x

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże, że nie zauważyłam Twojego Tweeta! :o
    Rozdział był... Emocjonalny. Kiedy Zayn krzyczał na Michael'a sama miałam ochotę podejść i zajebać mu w twarz. Mimo wszystko Mikey nie zasłużył na ból w postaci takich słów z jego strony... Jak mam być szczera, to to jeden z Twoich lepszych rozdziałów, wczułam się w niego i przeczytałam już kilka razy. Jest rewelacyjny. Naprawdę masz ogromny talent, co sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Tak trzymaj. xx
    - Cat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Otrzymujesz nominację do Liebster Award. Szczegóły na http://ukojenie-fanfiction.blogspot,com : )
    PS świetny blog x

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jebie Zayn ty chuja a na początku byłeś zajebisty
    Jezu jestem taka ciota i rycze
    Dopiero zaczęłam czytać i mowie ze to jest zajebiste
    Serio kocham x
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:04 PM

    To opowiadanie jest najlepsze ze wszystkich.Gdy widzę że jest nowy rozdział to od razu poprawia mi się humor.Jest to takie światełko w tym moim beznadziejnym życiu.Dziękuję ci za to że piszesz to opowiadanie.Gdy czytałam ten rozdział to płakałam, czułam się jakbym była na miejscu Michaela.To wspaniałe, że ktoś porusza takie tematy a nie tylko oklepane miłosne opowiadania i gangi.Kocham cię za to że piszesz dla nas twoich czytelników i dzięki temu czujemy się lepiej.Dziękuje ci jeszcze raz za to wszystko i pamiętaj, że dzięki tobie gdzieś tam daleko siedzę ja i cieszę się jak głupia do telefonu bo nowy rozdział dodałaś.Pozdrawiam cię kochana i do następnego<3
    Buziaki:-*<3
    ~Ola

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy1:20 AM

    zabrakło mi słów taki jest boski :)
    I LOVE YOU
    Kocham tego ff <3
    Ari <3

    OdpowiedzUsuń