środa, 10 września 2014

ROZDZIAŁ ÓSMY

Witam po dłuższej nieobecności. Przez ostatni tydzień miałam już nie pierwszy problem z Internetem (norma). Bardzo, bardzo chcę was przeprosić, że czekaliście ponad trzy tygodnie L

Mam do was dwie sprawy.

Po pierwsze, chodzi o komentarze. Nie odpisuję wam jak kiedyś, bo coś się spierdoliło. Ale czytam wszystko, wiem, co piszecie i bardzo wam dziękuję za tak miłe opinie x

Po drugie, padła propozycja blogów postaci na twitterze. Jeśli chcielibyście się w to pobawić, to zgłoście się do mnie, napiszcie kim chcielibyście być, dlaczego, itp. (w zakładkach jest podany mój TT, najlepiej, żebyście tam pisali do mnie J ), a kiedy będę mieć całą ekipę, zaczniemy tworzyć konta i po prostu roleplayować.

Nie przedłużając, czytasz = komentujesz


EJNOY!



- Który raz do niego dzwonisz?

- Dzisiaj? Piąty. – powiedziałem cicho, opuszczając rękę z telefonem. Nacisnąłem czerwoną słuchawkę, a następnie ponownie wybrałem numer Ashtona. – Teraz szósty.

- Może ma wyłączony telefon? Albo wyciszony i nie słyszy? Może jest w szkole?

Wzruszyłem ramionami. Kolejny raz usłyszałem głos Irwina każącego zostawić wiadomość.

HOW ABOUT NO.

- Hej, oddzwoń jak najszybciej. – rozłączyłem się i westchnąłem. Bałem się, że coś się stało albo nie chce ze mną rozmawiać. W końcu go zostawiłem. Naprawdę, nie będę zdziwiony, jeśli po tym wszystkim nie będzie chciał mnie znać.

- Mikey, nie mar.. – nie pozwoliłem mu skończyć, bo rzuciłem prostym „nie mów” i zsunąłem się delikatnie z kanapy, na podłogę. Położyłem dłonie na twarzy, po czym przetarłem oczy pięściami, całkowicie zapominając o „skutkach pobicia”. Z każdym dniem bolało mniej.

Zdarzyło się tak wiele. Zawsze myślałem, że jedynie w filmach akcja potrafi potoczyć się tak szybko. Bo w końcu życie to nie film, ani bajka. Świat jest brutalny, ludzie są brutalni, a nasz czas przemija, nie?

Bardzo chciałem porozmawiać z Ashtonem. Chociażby po to, żeby usłyszeć jego głupkowaty śmiech, który zawsze poprawiał mi humor.

- Pytałeś mnie o pracę. – odezwał się Niall, a ja przytaknąłem. – Pewnie wiesz, bo ci mówiłem, ale z Zaynem pracujemy w barze. Rozmawiałem z szefem. Zgodził się zatrudnić cię jako kelnera. Możesz z nami też śpiewać, to fajna sprawa.

- Śpiewać? – popatrzyłem na niego i lekko zmarszczyłem brwi. Po chwili dodałem  – Nie umiem.

- Chyba sobie żartujesz. Nie raz cię słyszałem. Proszę, proszę, proszę. Będzie fajnie. – usiadł obok mnie i położył głowę na moim własnym ramieniu. Co jest, kurwa.

- Nie jestem aż tak dobry, żeby stanąć przed publicznością i po prostu dać występ. – tak naprawdę, to wstydzę się. Boję.

- Zamknij się, Mike.

Cicho parsknąłem śmiechem. Poczułem wibracje. Sms od Pchły.

„Co chcesz?”

Przewróciłem oczami i wybrałem jego numer. Odebrał po drugim sygnale.

- Tak, słucham?

- Nie mów „słucham”, bo cię wyrucham. – zachichotałem.

- Clifford, nie przesadzaj. – cicho się zaśmiał. Miał wyższy głos niż japońska dziewczynka kręcąca tyłkiem przed nauczycielem. Jeśli miałby mierzyć się z dzieckiem, kto potrafi zaśmiać się wyżej, wygrałby to.

- Chcesz tego, skarbie.

- Jestem zajęty.

- CO? – szeroko otworzyłem oczy i natychmiastowo wstałem, strącając głowę blondyna, za co mnie kopnął. – Dlaczego ja o niczym nie wiem?

- Bo to jeszcze nie związek..?

Przez chwilę chciałem to przemilczeć, ale wpadło mi coś do głowy.

- Gdybyś był laską, powiedziałbym, że najpierw muszę go poznać i porządnie przetrzepać mu tyłek.

- Ty lepiej nie kombinuj z trzepaniem, lol.

Położyłem dłoń na czole, wątpiąc. Spojrzałem na Nialla, który wlepiał we mnie zaciekawiony wzrok. Pstryknąłem go w ucho, a on potrząsnął głową. Jego policzki zaczęły się czerwienić. Odwrócił głowę w stronę telewizora.

- Jest sprawa. – zacząłem. – Tęsknię za tobą, Ash. Bardzo. Chciałbym się zobaczyć. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że otacza mnie taki spokój, bo życie z tobą to wyzwanie. W każdym razie, nie mam jak wrócić do Londynu. Pomyślałem, że może się do mnie wybierzesz? Chociażby na weekend.

- Boli cię głowa, czy boli cię głowa?

- Czy. – tak sprytnie, tak mądrze. Czy wygrałem już puchar „najlepsza cięta riposta świata”?

- Przyjadę. Tylko dlatego, że jesteś moim przyjacielem i też tęsknię.

- Dobra, jutro jest piątek, więc możesz po południu wbić się do autobusu. Masz powiedzieć kierowcy, żeby wysadził cię na przystanku pod parkiem. Będę tam czekać z moim znajomym.

- Woah, poczekaj chwilkę. Najpierw trzeba sprawdzić rozkład, prawda?


- Zajmę się tym. Wyślę ci wszystko smsem.

- Przystanek pod parkiem?

- Miasto Dover. – szeroko się uśmiechnąłem. Poczułem łzy w oczach. Nie smutku, a szczęścia. 

Chciałem, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Po prostu chcę już go zobaczyć i przytulić. Szczerzę mogę powiedzieć, że jest dla mnie praktycznie wszystkim. Oparciem, antydepresantem, odskocznią od rzeczywistości, ukojeniem, maścią na ból dupy, pocieszycielem, przyjacielem. Takie osoby powinno się bardzo cenić, bo nie zawsze znajdziesz kogoś z tak wielkim sercem jak nadpobudliwego Irwina. Jak już mówiłem, ludzie są brutalni. Myślą tylko o sobie. Oczekują pomocy, a w zamian dają nic. Ashton taki nie był.

- Do jutra. – powiedział.

- Do jutra. – rozłączyłem się i udałem się do kuchni, lekko podskakując.

- Od kiedy jesteś księżniczką, Michael? Powinieneś założyć spódniczkę i koronę na głowę.

- Zamknij się, Horan. – wyjąłem puszkę coli. Otworzyłem ją i upiłem łyk, po czym wróciłem do salonu i opadłem na kanapę.

- Ej, Mike?

- Hmm? – upiłem kolejny łyk i odwróciłem głowę w jego stronę.

- Zastanawia mnie, czemu przyjechałeś do Dover. Do tego pobity.

- Naprawdę chcesz tego słuchać? – powiedziałem cicho i odstawiłem puszkę na stolik. Pokiwał głową. Nie zbyt chciałem się dzielić moją historią, ale jeśli on ufa mi na tyle, żeby się zwierzyć, też mogę to zrobić. – Dobra, ale najpierw ty opowiesz mi skąd się tu wziąłeś.

- Wyjechałem z Irlandii, bo chciałem zacząć nowe życie.

- Dlaczego? – poczułem się podle, bo zadawanie takich pytań było trochę wścibskie. Jestem tak taktowny, że aż wcale.

- Moi rodzice się rozwiedli. Mieszkałem z mamą. Jest chora. W sensie, cierpi na bipolarność. Wiesz co to?

- Mniej więcej.

- W każdym razie, często na mnie krzyczała bez powodu i czasem dostałem od niej po twarzy, ale to przez jej dolegliwość. Nigdy nie miałem jej tego za złe, kochałem ją i rozumiałem. Tyle, że to nie był mój jedyny problem. – powoli przełknął ślinę.

- Niall, jeśli nie chcesz o tym mówić, to nie mów. Nie chcę cię zmuszać. Pamiętaj.

- Spoko, znajduję odpowiednie słowa. – podrapał się po głowie, a po chwili dodał – Od zawsze lubiłem jeść. Dużo, wszystko. Gotowanie było moją pasją, robiłem to naprawdę często. Zacząłem bardzo szybko tyć. Musiałem znaleźć sposób, żeby móc jeść tyle ile chcę i być szczupły. Przetrząsnąłem Internet i znalazłem stronę o bulimii. No cóż, od razu poszedłem do toalety i stało się tak, że wymiotowałem codziennie. Ktoś… jakiś znajomy ze szkoły się o tym dowiedział. Stałem się ofiarą. Śmiali się ze mnie. Chciałem, żeby to wszystko, to był tylko sen. Nie prawda. – powoli spuścił głowę, ocierając łzę z policzka. – Postanowiłem uciec gdzieś, gdzie ludzie nie będą mnie oceniać, bo przecież nie znają ani mnie, ani mojej historii. W gazecie znalazłem ogłoszenie Zayna, że szuka współlokatora, więc zgłosiłem się do niego. Zaprzyjaźniliśmy się. Powiedziałem mu o mojej bulimii, o rodzicach, o wszystkim. Zaakceptował to, a w zamian opowiedział mi swoją historię. Przestałem zmuszać się do wymiotowania, bo zacząłem brać. To tyle. Żałosne, no nie?

- Nie, czemu? Każdy popełnia jakieś błędy, Niall. Nie zamierzam cię oceniać, bo w końcu jesteśmy tylko ludźmi, nikt nie jest idealny. Tylko, wiesz co? Nie sądziłem, że taka osoba jak ty, w sensie tak świetna, mógł przejść przez takie... piekło.

- Każdy ma swoje własne piekło.

- Racja.

Zrobiło się mi go żal. Bardzo. Nigdy nie pomyślałbym, że z takich powodów wyjechał z kraju. Ale doskonale go rozumiem.

- No to… A ty skąd się tu wziąłeś? – powiedział niemal szeptem.

Opowiedziałem mu wszystko. Od samego początku. O sprawie z ojcem, policją. Co jakiś czas musiałem przestać mówić, bo czułem jak łzy cisną się do moich oczu. Miałem gulę w gardle, której nie potrafiłem przełknąć. Nie umiałem mówić o swoich problemach, dlatego trochę się w sobie zamknąłem i mało mówiłem o tym, czy jest źle, czy dobrze. Trochę nie potrzebnie trzymałem to w sobie, bo rozmawiając z Horanem poczułem się trochę lepiej.

- Twój ojciec cię tak pobił? Boże.

Delikatnie pokiwałem głową.

- Nie raz.

Cisza. Powiedzieliśmy to, co mieliśmy do powiedzenia. Jakoś nie odczuwałem dyskomfortu.
Po chwili Niall przysunął się do mnie i mocno przytulił. Odwzajemniłem uścisk. Tego potrzebowałem. Lekko się uśmiechnąłem i wyszeptałem mu do ucha, że teraz musi być już lepiej.

Minęło jakieś pół minuty, może więcej. Powoli odsunąłem go od siebie. Co za dużo, to nie zdrowo.

- Idę trochę pobłądzić po mieście. W sensie, chcę kupić sobie jakieś ciuchy z tego, co mam przy sobie. Przy okazji mogę wam dać działkę za mieszkanie.

- Nie, spoko, nie musisz teraz dokładać się do czynszu. Idź na te zakupy, nie będę wiecznie pożyczać ci ciuchów. – puścił do mnie oczko. Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, wstałem, założyłem buty i wyciągnąłem pieniądze z futerału gitary.

- Ej, Niall? Pożyczysz mi portfel?

Parsknął śmiechem i wyciągnął z kieszeni portfel. Wyjął swoje dokumenty i pieniądze, po czym rzucił go do mnie. Schowałem oszczędności i wyszedłem.

Zapowiada się ciekawy dzień.


***


Po zwiedzeniu kilku aptek w celu kupienia jakichś skutecznych proszków, udałem się do centrum handlowego, które wskazała mi jakaś miła dziewczyna. Po co mi proszki? Ostatnio nie mogę spać, jestem nieprzytomny i mogę być umysłowo niebezpieczny.

Stanąłem przed wielkimi, szklanymi drzwiami. Do tego obrotowymi. Nienawidzę ich, bo kiedyś poszliśmy z Calumem do galerii i naszą przeszkodą były właśnie takie drzwi. Skończyło się na tym, że Hood zahaczył o coś bluzą i nie mógł się uwolnić, a ja upadłem, bo przegródka mnie „popchnęła”. Wynikiem było to, że zdarłem sobie nos, prawie wybiłem zęba, a mój przyjaciel, wcale-nie-azjata, stracił bluzę.

Pokonałem drzwi udając, że wcale się nie boję. Udałem się do ruchomych schodów. Po drodze zobaczyłem dziewczynę o znajomych mi blond falowanych włosach z niebieskimi pasemkami. Roxanne? Siedziała ze spuszczoną głową, nie mogłem dokładnie powiedzieć, że to ona. Jak prawdziwy szpieg, oglądałem kiedyś kryminalne zagadki Miami, wiem, co znaczy ‘być agentem’, podszedłem do niej bliżej. Usiadłem obok. Powoli podniosła głowę, kątem oka zerkając na mnie. Tak, to była Roxanne. Miała zarumienione policzki, a oczy delikatnie poczerwieniały, jakby płakała. Jej tęczówki wydawały się bardziej intensywnie zielone niż wtedy, kiedy ją poznałem. Zdawało mi się, że świecą.

- Hej, co się stało? – położyłem dłoń na jej ramieniu, a ona prychnęła i po prostu się odsunęła. – Spokojnie, dziki jelonku o imieniu Bambi, po prostu chcę wiedzieć, co się stało.

- Nie twoja sprawa. Idź sobie.

Kolejna bardzo miła osoba.

- Roxanne.

- Chłopak ze mną zerwał, pasuje? – schowała głowę w rękach.

Oh.

- Przykro mi. – westchnąłem i dodałem - Nie wie, co traci. Jesteś naprawdę ładną i miłą dziewczyną, znajdziesz kogoś lepszego. Skoro zerwał z tobą, to znaczy, że nie widzi w tobie tego, co najlepsze i po prostu na ciebie nie zasługuje. Pewnie ci na nim zależało, ale życie jest za krótkie na to, żeby opłakiwać jakiegoś dupka. Pokaż mu, co stracił.

Dlaczego umiałem dać wszystkim jakąś dobrą radę, kiedy nie umiałem pomóc sobie?

- Dzięki. – powiedziała po chwili.

- Nie smuć się. Masz za piękne oczy na to, żebyś płakała.

Zobaczyłem cień uśmiechu na jej ustach. Powoli założyła kosmyk włosów za ucho.

- Skoro już się spotkaliśmy, to może zechcesz mi towarzyszyć? – powiedziałem z szerokim uśmiechem.

- Ale w czym? – jej wzrok powędrował na moje usta, a potem znów patrzyliśmy sobie w oczy.

- Chciałem kupić sobie jakieś ciuchy. Jesteś dziewczyną i pewnie znasz się na modzie, pomożesz mi coś wybrać?

- Szczerze, to nienawidzę zakupów. Chodzenie po sklepach jest bez sensu i męczące. Przychodzę do galerii tylko wtedy, kiedy naprawdę potrzebuję czegoś nowego. Może nie jestem szpecem od mody, ale okay, mogę ci pomóc.

- Strasznie dużo gadasz.

Pokręciła głową z szerokim uśmiechem.

- Wzajemnie. – zachichotała, zasłaniając usta dłonią.

- Podoba mi się jak się ubierasz.

- Widzimy się dopiero trzeci raz. – uniosła delikatnie lewą brew. Pewnie pomyślała, że chcę się jej podlizać.

- Trudno, masz na sobie koszulę w kratę, to wystarczy, żebym stwierdził, że masz dobry gust.

- Nie gadaj, mam całą szafę koszul. – wstała i ogarnęła włosy z twarzy. Wstałem za nią, poklepałem delikatnie czubek jej głowy i ruszyłem w stronę schodów.

Jeszcze raz, zapowiada się naprawdę ciekawy dzień. 

8 komentarzy:

  1. Anonimowy9:42 PM

    Fajny rodział! Kocham twojego bloga, jest świetny. @kateespresso

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy9:47 PM

    yay ! ugh tak długo na to czekałam ale się doczekałam :d i się nie zawiodłam bo kolejny zajebisty rozdział <3 jesteś świetna ! czekam na więcej rzecz jasna .... (:
    @my_hot_Jano

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy9:50 PM

    awh widze, ze mialas wene, jeju kocham cie!
    Ten slodki Cashton moment taki maly ale dla mnie slodki,
    Chce wiecej Muke'a eh
    Ily x
    Sysia

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11:42 PM

    omg mashton *-* uwielbiam sposob w jaki piszesz to fanfiction. rozdzial jest swietny! tylko szkoda mi nialla ze byl wysmiewany i jeszcze w dodatku ta jego bulimia eh. czekam na nastepny rozdzial i zycze weny :)x @PolishPotato1D

    OdpowiedzUsuń
  5. przyjaźń Asha i Mikeya >>>>
    ale czekajcie, nasza Pchła jest zajęta? eeej, co tam się dzieje, haha
    jej, biedny Niall też ma trudną historię.. wspolne trudnosci w zyciu łączą ludzi, chlopaki się rozumieją, bo oboje przeszli przez piekło, szkoda mi ich..
    a tak Roxanne to ciekawa postać, czy między nimi coś zaiskrzy? fajnie by było, szczegolnie, ze teraz jest już wolna :)
    coz więcej mogę powiedzieć.. ah, przepraszam, ze dopiero teraz komentuje, ale szkola i wgl, eh.
    coz, pozdrawiam, czekam na nexta, weny życzę, hej! @lovinsummerrain

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy4:15 PM

    KOMENTOWAĆ KUTASY!
    No, na początku to przepraszam, że z anonima, ale no siła wyższa XD
    wyslalas mi link jakąś godzinę temu i, Chryste dkyevjgstcbjfd jest genialne! W ogóle, ukłony za wygląd bloga i długość rozdziałów
    cała historia bardzo przypadła mi do gustu i każdy rozdział pozostawia po sobie dużo pytań
    iluvit!
    mogę być informowana?
    zapraszam do siebie - terrible-secret-fanfiction.blogspot.com
    życzę dużo weny i niecierpliwie czekam na nowy rozdział!
    buziaki, @Neytiriluv

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy9:53 PM

    Rozdział Boski Jak ZAWSZE !!!!
    Ari <3

    OdpowiedzUsuń