sobota, 27 września 2014

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Witam!

Mam do was jedną, jedyną prośbę. Potrzebuję więcej opinii. Wiem, że czytacie, bo patrzę na wyświetlenia, a jest ich sporo, bo prawie 5k, ale ostatnio komentarzy jest coraz mniej i mam coraz mniej chęci do pisania, bo nie mam pojęcia, czy wam się podoba, a skoro piszecie nic, to znaczy, że nie. Zależy mi na tym, żeby wiedzieć, czy mam coś zmienić, bo ff jest dla was. Pracuję dla was.

Ta część jest wyjątkowo krótka (ponad 1000 słów). Więc przepraszam, jeśli wam się nie spodoba (bo pewnie się nie spodoba, lol), ale naprawdę nie mam siły siedzieć nad tym kolejny tydzień i próbować wydłużyć.


ENJOY!



- To wszystko twoja wina! Przez ciebie nasze dziecko uciekło, nie mamy pojęcia, czy jest bezpieczny i gdzie jest. Mam już dość ustępowania. Nienawidzę cię, rozumiesz? Chciałabym cię nigdy nie spotkać! 

- Karen, proszę cię, uspokój się.

- Co mam zrobić? Boże, Daryl! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co się dzieje?

- Zamknij się.

- Nie! Przez ciebie straciłam moje jedynie dziecko. – w jej oczach zakręciły się łzy. Odwróciła wzrok od swojego małżonka i położyła dłoń na ustach.

- Michael jest jak mysz. Wróci, kiedy zgłodnieje. Wystarczy założyć ser na pułapkę, a on przyleci z powrotem do domu, jak na skrzydłach.

 Kobieta podniosła się i wymierzyła mężczyźnie siarczysty policzek. Złość zaiskrzyła w jego oczach. Złapał ją za nadgarstek i popchnął na ścianę, kładąc dłonie na jej ramionach.

- Nienawidzę cię, Daryl. – spuściła wzrok i przełknęła ślinę ze skwaszoną miną. – Kiedyś kochałam cię tak mocno. Byłeś moim marzeniem. Chciałam za ciebie wyjść i wychować nasze dzieci. Bez większych problemów. Ale wtedy zacząłeś pić i wszystko zepsułeś.

- Przestań mi to wytykać! – położył dłonie na jej szyi, przyciągnął ją do siebie, a potem z całej siły nią potrząsnął. Uderzyła głową o ścianę kilka razy. Za każdym razem szarpał ją mocniej i mocniej. Po chwili na ścianie zaczęła pojawiać się plama krwi.

Zamordował ją.



Obudziłem się w środku nocy. Poczułem łzy spływające po moich policzkach. Nie rozumiałem tego. Od kiedy wyniosłem się z Londynu, koszmar, w którym ojciec zabija matkę, śnił mi się co jakiś czas. To było okropne. Realistyczne.

To tylko sen, spokojnie.

Podniosłem się z kanapy i powędrowałem do łazienki. Chciałem opłukać twarz zimną wodą. Odkręciłem kran, a potem umyłem dokładnie buzię. Wytarłem się ręcznikiem i podniosłem głowę w celu spojrzenia w lustro.

Tyle, że nie zobaczyłem w nim swojego odbicia.

Podskoczyłem, jak na trampolinie. Szybko przetarłem oczy, ale obraz wrednie uśmiechającego się ojca nie znikał. Miałem wrażenie, jakby stał przede mną i wiercił dziurę w moim mózgu swoim spojrzeniem. Serce zaczęło bić szybciej. Słyszałem, jak krew przepływa w moich żyłach, na zmianę z waleniem serca.

Rzuciłem ręcznik na umywalkę i wybiegłem z ubikacji. Najwyraźniej moja bujna wyobraźnia jest pobudzona. Może to przez ten sen?

Postanowiłem wziąć tabletkę. Wyciągnąłem pudełko dormicum. Po chwili zastanowienia, połknąłem kapsułkę, popijając dużą ilością wody.

Podłączyłem słuchawki do telefonu, przyciszając telewizor i włączyłem swoją playlistę. Na samym początku była piosenka zespołu Asking Alexandria „The Death Of Me” w wersji akustycznej. Lubiłem ją ze względu na tekst i brzmienie.

„I ask myself over and over and over again
Trapped in my brain
Pull it out from the threads in my skull”

Usiadłem na kanapie z pudełkiem w dłoni. Z ciekawości przeczytałem skład. Zrozumiałem tylko jedno. „Leczenie należy rozpoczynać od najmniejszej zalecanej dawki. Nie należy przekraczać dawki maksymalnej ze względu na zwiększone ryzyko działań niepożądanych ze strony ośrodkowego układu nerwowego, włącznie z istotną klinicznie depresją układu oddechowego i krążenia.”

Powoli uniosłem brew do góry i ziewnąłem. Trzęsącą się dłonią wyjąłem wszystkie tabletki, położyłem je na stoliku przed sobą i ułożyłem z nich szereg. Boże, przecież nie zamierzam wziąć ich wszystkich na raz.

“Surrounded by shadows I think I might just be suffocating
The devil came to take me to hell,
But I'm already there.”

Spojrzałem na zegarek. 3:41.

Powoli wstałem i ruszyłem w stronę pokoju Nialla. Uchyliłem delikatnie drzwi. Mała lampka przy łóżku paliła się, ale blondyn spał. Przynajmniej tak mi się wydawało. Był odwrócony w stronę drzwi, a połowę twarzy miał zasłoniętą włosami. Potem zajrzałem jeszcze do pokoju Zayna, gdzie miał nocować Ashton. Przez chwilę miałem ochotę go obudzić i wszystko opowiedzieć, ale nie miałem odwagi. Pewnie dostałbym od niego w twarz, kazałby mi się ogarnąć i nie pozwoliłby mi wracać do salonu. 

„Am I Insane?
Am I Insane?
Am I Insane?
The devil came to take me to hell,
But I'm already there!”

Wróciłem na kanapę i popatrzyłem na tabletki. Obraz telewizora odbijał się w nich.

Tak naprawdę, miałem już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Liczyłem na to, że kiedy wyjadę do Dover, uwolnię się na zawsze od ojca. Teraz mnie nie skrzywdzi fizycznie, ale moja psychika cierpi. Okropnie. Tak bardzo potrzebowałem odpoczynku, którego nie dostałem. Chciałem wolności. Chciałem w końcu być szczęśliwy. Zacząć nowe życie.

Lekarz, u którego byłem dwa dni temu, stwierdził, że cierpię na bezsenność i przepisał mi tabletki. Przestrzegał mnie, abym brał tylko połówki, bo podobno lek jest silny. Cóż, nie zamierzałem go posłuchać w tej chwili.

Zawsze mówiłem, że nigdy nie spróbuję narkotyków, alkoholu czy nawet papierosów, bo to ohydne. Nigdy nie miałem mieć styczności z myślami samobójczymi. Nigdy nie miałem stać się kimś, kim zawsze nie chciałem być. Ale jestem tylko głupim nastolatkiem. Zacząłem spadać. Nikt nie podał mi ręki. Nikogo nie prosiłem o pomoc. Dlatego jestem na dnie. Upadłem tak mocno, że teraz nie potrafię się sam podnieść. Podobno "czasem trzeba upaść, żeby móc potem latać", ale moje skrzydła zostały ukradzione.

Jesteśmy za młodzi, żeby być aż tak smutni. 

Zdjąłem słuchawki. Westchnąłem i połknąłem dwie tabletki na raz. Poczułem przypływ odwagi. Wstałem i powlokłem mój leniwy tyłek do łazienki. Nie byłem aż tak senny. Tabletki nie działają tak jak w reklamach. Wydawało mi się, że idę prosto. Zero zawrotów głowy, tylko delikatny ucisk w klatce piersiowej.

Otworzyłem drzwi, zapaliłem światło i wszedłem do ubikacji. Stanąłem przed lustrem. Znowu zobaczyłem odbicie ojca. Na prawdę miałem wrażenie, że stoi przede mną, chociaż jego wizerunek był ukazany od pasa w górę.

- Jestem dumny, że chcesz się zabić.

Nie wiem jakim cudem usłyszałem jego głos. Szorstki, pełen nienawiści. Poruszał ustami, jak żywy.

- Jesteś żałosny, Michael. Nie takiego syna chciałem. To wina twojej matki i jej genów. Jesteś tak beznadziejny, jak ona.

Zacisnąłem ręce w pięści i zmrużyłem oczy. Dałem się sprowokować moim własnym myślom. Moja wyobraźnia mną manipulowała. Nie umiałem tego kontrolować. 

- Nie wygrasz ze mną.

Powoli odpływałem.

- Już to zrobiłem. – wymamrotałem i uderzyłem z całej siły w lustro. Pękło. Kilka kawałków posypało się na ziemię. Nie myślałem, że w takim stanie będę miał tyle siły.

Usiadłem na podłodze i zacząłem płakać. Ból w mostku był coraz silniejszy, jakby ktoś ścisnął go w klamrę i wbijał ogromne igły w okolicach piersi. Słyszałem coraz wyraźniej szum krwi, ale bicie mojego serca jakby zwalniało. Ucichło.

Położyłem się na zimnych kafelkach i zamknąłem oczy.


To koniec. A przynajmniej tak myślę. 

9 komentarzy:

  1. O ja pierdole
    Mickey jezuuu
    Omfg no nie Mike ty musisz zyc ni muszisz !!!
    Kocham to ff xx
    Jezu bd plakac
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy2:39 PM

    O jezu!
    Naprawde super jest te ff!
    Pisz dalej!
    Już nie moge doczekać się następnego♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg, omg, mam jaranie jak nie wiem oesgr... i fchuj się boję o Mike'a, lol
    Czekam na następny rozdział
    ~mimoza

    OdpowiedzUsuń
  4. Michael musi żyć.
    Ash albo Niall go uratują, prawda?
    @omg_loony

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy7:51 PM

    Genialna Wercia!
    Swietny rozdzial, lelen napiecia, cudownie
    ( twoja Sysia ♥)

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie może być koniec :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy11:22 PM

    o jezu, mam nadzieje ze to byl tylko sen i tak naprawde mamie mikeya nic nie jest :c martwie sie o mojego cliffo, oby wszystko bylo dobrze x @adorenarreh

    OdpowiedzUsuń
  8. coooooooooooo, proszę?
    Michael, ogarnij się człowieku, bo zaraz Ci przywalę krzesłem w twarz i się opamiętasz, co Ty czlowieku najlepszego wyprawiasz? jejuuuu, z jednej strony jestem na niego zla, że podejmuje taką idiotyczną decyzję, ale z drugiej mega mi go szkoda, bo potrzebuje pomocy psychologa, definitywnie. oby go ktoś odratował! pozdrawiam i czekam na nexta, hej! x

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:57 AM

    Omg panikuję!!!
    Jemu się nic nie może stać, tak ???
    Niech to będzie tylko sen ten fragment z jego mamą i niech obydwoje będą w końcu szczęśliwi
    Cudownie piszesz
    Dziękuję Ci

    OdpowiedzUsuń